Link 26.06.2009 :: 19:46 Komentuj (13)

Dziś o dziesiątej rano dostałem SMSa od mojego brata, wielbiciela black-metalu, Motorhead i Neurosis o treści : "Michael Jackson nie żyje!". O śmierci Jacko dowiedziałem się jakoś od razu po fakcie, chyba z opisu Śledzia na Facebooku, ale nie spodziewałem się, że akurat Maćka też to dotknie -  szeroko pojęta muzyka pop przyprawia mojego brata o obezwładniający wstręt. Dzisiaj jednak gadając przez telefon zgodziliśmy się, że poza całym, przerażającym i związanym z jego osobą cyrkiem, Jackson był po prostu wybitnym muzykiem i wykonawcą. I może zakończmy tym gombrowiczowskim stwierdzeniem - cała globalna przestrzeń informacyjna jest już zapchana od truizmów i kondolencji. Ja chciałem szybko, krótko, o czymś trochę innym - o polskich dziennikarzach muzycznych.


Śmierć Michaela Jacksona to wydarzenie tak wielkie, że aż abstrakcyjne, ale przede wszystkim będące życiową szansą dla wszelkiej maści ekspertów i krytyków muzycznych. W Polsce, do wypowiedzi na temat Jacksona pozapraszano oczywiście całą śmietankę dziennikarstwa muzycznego. To, że padające wypowiedzi były nasączone tak charakterystyczną dla polskich ekspertów od muzyki bufonadą, to jedno. W dzisiejszej audycji w Chilli Zet Robert Sankowski stwierdził autorytatywnie, że po Jacksonie nie ma co płakać, bo najlepsze kawałki skomponował mu Quincy Jones, a "Thriller" ogólnie mógłby być nazwany płytą Jonesa, na której śpiewa Michael Jackson. Pomińmy to, że Jackson od czasów "Off the wall" był głównym autorem, współaranżerem i współproducentem całości swojego materiału. Fakt, "Thriller" to pewnie artystyczny szczyt Jacksona, płyta, na której z pojedynczej ścieżki każdego instrumentu i z każdego hooku dałoby się uszyć megahit, ale bardzo chciałbym zobaczyć Quncy`ego Jonesa robiącego "Moonwalk" i śpiewającego "Wanna be startin somethin". A jeszcze bardziej, mówiąc szczerze, Roberta Sankowskiego, który pewnie uważa, że Elvis Presley i Frank Sinatra też byli zupełnie nieistotnymi wykonawcami, skoro w ogóle nie wykonywali autorskich kompozycji.


Sankowskiemu wtórował kolega Varga, może nie dziennikarz muzyczny, ale autor książek o zespołach muzycznych i kolega muzyków, który oświadczył zgłodniałemu jego opinii światu, że nie płakał po Jacksonie. Nie żyjemy, dajmy na to, w ZSRR w 1953 roku, i nikt nie ma obowiązku po nikim płakać - ale czasami wypada po prostu siedzieć cicho. Inna sprawa, że przynajmniej śmierć najważniejszego artysty w dziejach masowej muzyki pop mogła sprawić, że polscy dziennikarze muzyczni zajrzą do Wikipedii. Dwie godziny po śmierci Jacksona Gazeta.pl wrzuciła na stronę główną zaszły artykuł króla rzetelności, Roberta Leszczyńskiego, w którym nazywa "Off the wall" pierwszą solową płytą Jacksona. Wystarczy wejść do wspomnianej Wiki, aby zobaczyć, że przed nagraniem "Off the wall" Jackson miał już na koncie cztery, co prawda pozbawione autorskiego materiału i nagrane dla Motown, ale jednak firmowane własnym nazwiskiem albumy. Redaktor Leszczyński sugeruje jeszcze, że Jackson na okładce "Thrillera" wygląda jak wybielony kosmita z wyprostowanymi włosami. Oj, chyba coś się okładki pomyliły, albo Leszczyński kompakt z "Thrillerem" widział raz i do tego pijany w Empiku, bo biały i prosty na zdjęciu Jacksona jest li tylko garnitur - proste włosy i kaukaska karnacja przyszły u Jacko na dobrą sprawę dopiero wraz z "Dangerous". No ale trudno oczekiwać czegoś innego od kogoś, kto uważa Przystanek Woodstock za duchową ucztę, a "Nevermind" Nirvany za płytę nagraną w studiu na tak zwaną 'setę' (polecam archiwum 'Wprost' - tam jest dużo więcej takich frykasów w wydaniu 'Leszcza'). Oj, panowie panowie. Jeden z najważniejszych dni waszego dziennikarskiego żywota, a nawet się nie chciało wejść do internetu...


{blogfrog}
Link 30.06.2009 :: 01:07 Komentuj (17)

Widziałem w życiu wiele, wiele horrorów, ale przy hiszpańskim oryginale [Rec] można najzwyczajniej w świecie odwalić kitę. Ostatni raz tak się bałem bodajże przy trzeciej części "Koszmaru z ulicy wiązów", no ale to było długo, długo zanim odkryto rakotwórczość gumy Turbo. Jestem przekonany że gdybym natknął się przypadkowo na mieście na Chrisa Cunninghama, i zapytał go o ostatnie dziesięć minut [Rec] on najpierw zamknąłby się w sobie, potem kucnął na chodniku i zaczął się trząść, a potem to już z powodu brzydkich zapachów trzeba byłoby iść dalej. Na marginesie, film [Rec] był oglądany w ramach miesiąca z klaustrofobicznym horrorem, organizowanego ku znalezieniu tzw. inspirado do nadchodzącej pracy literackiej - ale jeśli natknę się jeszcze raz na tak zawałogenny film, to pierdolę i zaczynam pisać o 29-letniej singielce która przyjeżdża do Warszawy z prowincji i zakochuje się w gruboskórnym kreatywnym i wydaję to w serii z miotłą. Człowiek ma jedno życie.


{blogfrog}

Jakub Żulczyk ( 1983 ) pisarz, autor powieści "Instytut", "Zrób mi jakąś krzywdę" i "Radio Armageddon". Niezależny publicysta, recenzent, felietonista, bloger. Konsument śmieci. Wzorowy odbiorca kultury masowej. Publikował w m.in. "Playboyu", "Aktiviście", "Metropolu", "Machinie", "Lampie", "Ha! Arcie", "Nowej Fantastyce" i "Tygodniku Powszechym". Był felietonistą "Metropolu", "Neo Plus" i "Dziennika". Obecnie pisze felietony do Exklusiva i prowadzi autorską rubrykę "Tydzień Kultury Polskiej" w tygodniku "Wprost". Jego ostatnia książka to "Zmorojewo", wydana w Naszej Księgarni powieść młodzieżowo-fantastyczna.


Kup "Radio Armageddon"

Kup "Zrób mi jakąś krzywdę"

Archiwum

2017
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik



chcesz mi coś powiedzieć - superdomestos@o2.pl


Linki


DEFIBRYLATOR
trzeszczy trzeszcz
the new adventures of uncanny pani hania
PRZEDSZKOLE DWUJĘZYCZNE KALEIDOSCOPE
last efem
medium
b.ciszewski
lampa
mazurski skun
kapela
oi oi oi horror show baw sie dobrze albo gin
dudzik - ilustruje moje fele
łukasz macheta
culture of anger
sledziu
fanka rejwu
straszna choroba
korporacja
aorta
panikkk
pan pejote - portfolio
i can teach you how to cook that crack / te narkotyki sa nieprawdziwe
wlosy cycki krzyze
d
patrol
shame on you
marcelego kulturowa kompulsja
mąż moniki powalisz
żona kamila antosiewicza

powered by Ownlog.com