Link 04.06.2007 :: 16:15 Komentuj (12)

Moja dziewczyna studiuje na pierwszym roku animacji kultury i w ramach zajęć z muzyki dostała do przeczytania tekst o popkulturze, MTV i muzyce rockowej. W życiu nie czytałem tak dobrego gówna. Tekst pochodzi z książki, którą napisał niejaki Alan Bloom, a jej tytuł to "Umysł zamknięty". Żeby nie było, Leszek Kołakowski nazywa Umysł
zamknięty
ważną, fascynującą i pełną pasji książką. Merlin.pl podaje, że "Umysł zamknięty"  to  sztandarowe dzieło współczesnej myśli prawicowej i konserwatywnej.   Oto fragmenty :

"Dorastające dziecko, które podryguje w takt orgiastycznych rytmów; którego uczucia wyrażają się w hymnach na cześć rozkoszy onanizmu bądź mordowania rodziców; którego ambicją jest zdobycie sławy i bogactwa poprzez naśladowanie rockmana nieokreślonej płci".

"Młodzi ludzie wiedzą, że rock ma rytm stosunku płciowego. Dlatego te jedynym utworem klasycznym, który z nich większość zna i lubi, jest "Bolero" Ravela.

"We are the world to nastoletnia wersja Alle menschen werden Bruder".

"Wystarczy rzut oka na obrazy wyświetlane na ścianie jaskini Platona, odkąd jej administrację przejęło MTV (...). Zdumiewająco często w pikantnych kontekstach pojawia się tam postać Hitlera".

"Podejrzewam, że nałóg rockowy, szczególnie przy braku silnych czynników równoważących, wywiera podobny skutek jak narkotyki".

"Silny środek pobudzający, który Nietzsche nazywał nihiliną, przez długi czas - niemal przez 15 lat - znajdował ujście w jednej osobie, Micku Jaggerze".

Alan Bloom, Umysł zamknięty, Zysk i S-ka 1997, tłum. T. Bieroń

P.S. Z komentarzy na Merlinie :
 




Jul 19, 2002 Książka jest pozycją obowiązkową dla mlodych ludzi, chcącyh przetrwać w dżungli zwanej życiem.



{blogfrog}
Link 12.06.2007 :: 03:39 Komentuj (9)

O2.pl i Dziennik to bardzo zgrana para - we dwójkę zawsze znajdą sposób, aby podnieść mi ciśnienie do takiego poziomu, żebym się przemógł i w końcu zablogował. Ale obok takiego newsa nie można przejść obojętnie :

Jak donosi "Dziennik", jedna z organizacji zwalczających sekty
przygotowuje właśnie raport "Rockowe zespoły satanistyczne w Polsce".
Dokument ma trafić trafi do policjantów, sędziów, prokuratorów i księży
w całej Polsce.

Kto znajdzie się na czarnej liście? "Dziennik" wymienia na
początku amerykański zespół Morbid Angel, grający death metal. Powód?
- Oni szerzą nienawiść do chrześcijaństwa. Nawołują do przemocy. Takich zespołów są dziesiątki - mówi "Dziennikowi" autor raportu Ryszard Nowak, szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami (OKOpS).
Lista ma liczyć 80 zespołów, których "mroczna" działalność zostanie
dokładnie opisana. Zagrożeni mogą czuć się wszyscy, którzy pasują do
obrazu przedstawionego przez Nowaka:
-
Ci muzycy w pierwszej kolejności nazywają siebie kapłanami szatana.
Dopiero na drugim miejscu uważają się za muzyków. Najmniej istotna w
ich koncertach jest sama muzyka. Chodzi o stworzenie atmosfery
sprzyjającej krzewieniu kultu szatana

Które zespoły mają szanse znaleźć się na czarnej liście? Z polskich:
Kat, Behemoth, Besatt, Hate, Non Opus Dei, Thunderbolt, Wolftribe, Hell
Born. Z zagranicznych : Burzum, Dark Funeral, Dimmu Borgir i Moonspell.
Jak pisze "Dziennik", autorzy raportu chcą, aby te zespoły w ogóle nie
mogły w naszym kraju występować.


Ryszard Nowak to psychopata, który potrafi rozpędzać za pomocą sterydowych bojówek szkółki ekologiczne - nic dziwnego, że teraz przygotowuje muzykologiczny raport. Ale to już jest temat na materiał, który ktoś w końcu powinien o tym wyjątkowo niebezpiecznym człowieku napisać. A na pytania czy istnieje coś takiego jak satanizm w muzyce, a jeśli tak, czy stanowi rzeczywiste zagrożenie dla społecznej szarej masy, odsyłam chociażby do książki "Lords of chaos : the bloody rise of satanic metal underground" Michaela Moynihana. Wbrew sugerującemu tanią sensację tytułowi, świetna i rzetelna, chociaż pisana z perspektywy fana pozycja. Jeśli chodzi o mnie, to 1sze miejsce na liście "top 10 określeń, którymi nie można mnie nazwać" zajmuje "fan metalu"; swoją edukację muzyczną w tej dziedzinie zakończyłem na kasetach Megadeth kolekcjonowanych w wieku piórnikowym. Co prawda, mam płyty Isis, Neurosis czy SunnO)))), ale mój odziany w dżinsową katanę brat, który jest gitarzystą trashmetalowej grupy rozrywkowej nazywa te radosne ansamble pogardliwie "post-metalem". Coś jest na rzeczy - w przeciwieństwie do "normalnego metalu", te zespoły mają jakieś w miarę sensowne i niebanalne pomysły na swoją muzykę. Ale my tu nie o muzyce jako takiej. Jeśli ktokolwiek założy czarny indeks czarnych zespołów które nie mogą występować, bo rzekomo mogą spaczyć komuś jedynie słuszny katolski światopogląd, to mam nadzieję, że w ramach rewanżu w Polsce odrodzi się klimat a la Katowice 87, rogata brać wydekoruje pobocza szos odwróconymi krzyżami, zjara kilka parafii i pogoni tę uprawiającą moralizujący faszyzm hołotę w pizdu. Ok, może się zapędziłem - podpalanie kościołów to karygodna głupota - ale zaczynamy żyć w kraju, w którym niebezpiecznie dochodzi do głosu policja myśli. Niewygodne treści nie mogą funkcjonować już nawet w zamkniętym obiegu - koncertowych salach na 300 osób, do których wchodzi się z własnej, nieprzymuszonej woli i za okazaniem biletu. I to nie jest fajne. To nie jest wcale fajne, bo przebierańcy dekapitujący na scenie świnie, bądź używający jako dekoracji ukrzyżowanych nagich niewiast są łatwym celem do ataku dla takich strażników moralnej czystości, ale następny możesz być Ty. Piszę w rozgorączkowanym tonie, ale trochę się boję, że tzw. indeks Nowaka dojdzie do skutku; jak już wspomniałem, mam młodszego brata, który jest mocno zaangażowany w metalową sprawę, i jak sam mówił, na fali paniki przed antysekciarską sektą Nowaka kilka koncertów już odwołano. W tym takich, na które biedak miał już bilety.
Oczywiście, można się zżymać na głupawy nihilizm i straszną estetykę metalu; nikt jednak nie ma prawa zabronić nikomu słuchania muzyki i chodzenia na koncerty. Gdyby mnie ktoś postawił w roli decydenta do spraw pozwalania na działalność artystyczną, od kopa zdelegalizowałbym np Piotra Rubika, bo w tym pajacu widzę przede wszystkim główne tchnienie szatana na polskiej scenie muzycznej.
A wszystko rozbija się o rzadko egzekwowaną w Polsce politykę zostawiania ludzi w świętym spokoju. IMHO, nawet jeśli znajdzie się nieszczęsny idiota, który pod wpływem liryk Burzum wbije sobie strzykawkę w oko albo poćwiartuje psa koleżanki, robi to na własną odpowiedzialność, bo wbrew różnym forsowanym ideom społeczeństwa jako moralnego kolektywu, odpowiedzialność za samych siebie ponosimy jedynie my sami. Tyczy się to każdej dziedziny działalności ludzkiej, w której nie zamierzamy wywierać na kimś bezpośredniego działania wbrew jego woli - ale nie sytuacji, w których można nie iść na koncert, nie kupić gazety, zmienić kanał. Obraża cię? Nie słuchaj Mayhem i / lub Radia Maryja, ale tak prostych rzeczy nie muszę chyba państwu tłumaczyć. Inna sprawa to topos sekty, funkcjonujący w polskich mediach od czasów afery z sektą Niebo. Scena metalowa oczywiście żadnym związkiem wyznaniowym nie jest, nikt nie stosuje tam żadnych psychotechnik, nikogo nie ubezwłasnowalnia, ludzie kupują koszulki i płyty z własnej, nieprzymuszonej woli. Jeśli ktoś pod wpływem metalowej płyty obleje księdza kwasem, jest psychopatą i mordercą, powinien być automatycznie penalizowany i leczony, ale tego rodzaju umysły do niebezpiecznych czynów równie dobrze może popchnąć zdjęcie Grażyny Torbickiej albo długa kolejka w sklepie. Niestety, moralna milicja pod egidą Nowaka nigdy nie przyjmie tego do wiadomości - ludzie, lepiej lub gorzej, ale myślą na własny rachunek. I oczywiście, funkcjonują w Polsce niebezpieczne związki wyznaniowe, które stosują mnóstwo brzydkich taktyk mających na celu pozbawienie swoich wyznawców zdolności samodzielnego myślenia i życiowych oszczędności. Z tym, że jeśli ktoś jest na tyle durniem, aby przyjąć za swego duchowego przewodnika jakiegoś brodatego pierdolca, żądającego na wejście pinu i nadającego ci święte, zesłane od kosmitów imię "I śrubokręt nie pomoże", znaczy to, że jest na tyle zidiociały, że najlepiej go tam zostawić i pozwolić mu być szczęśliwym do końca swoich dni. Straszenie czychającymi na każdym kroku sektami przypomina mi każdego innego społecznego straszaka - agenta zgniłego zachodu, masona, żyda, zaplutego karła reakcji, satanistę. Niestety, w wojnie z tymi fikcyjnymi wrogami w Polsce od dawna prowadzone są rzeczywiste działania; narazie może być tak, że mój brat nie będzie mógł jeździć na koncerty swoich ulubionych zespołów, ale jutro i nas może spotkać coś dużo gorszego. Pozdrawiam i 666.

Ps.1 : Moim zdaniem najbardziej efektywne będzie zakazanie występów w Polsce zespołowi Burzum. Czemu - wystarczy spojrzeć na Wikipedię.

Ps2 : Zdecydowałem się ocenzurować i rozszerzyć notkę - ladacznica ma rację; blogowanie o czwartej rano wypuszcza serię pochopnych i głupich stwierdzeń.

Ps3 : A tu jest jakby największa sekta w historii :



{blogfrog}
Link 17.06.2007 :: 16:43 Komentuj (8)

Najważniejsze i najciekawsze rzeczy w moim życiu ostatnio skupiają się wokół czytania i oglądania; nie wiem, czy to takie dobre, człowiek dwudziestoczteroletni powinien parać się może ciekawszymi zajęciami. Mimo wszystko u kogoś, kto utknął na pięćset tysięcznym znaku drugiej powieści, którą chce skończyć do końca września i wydać w grudniu, brak zainteresowania światem zewnętrznym to chyba pozytywny objaw. Więc, proszę państwa, "Zodiac" jest tak dobry, jak piszą na "Gazeta.pl", konstrukcją i wymaganym skupieniem przypomina "JFK" Stone`a; tak jak tam, obserwujemy zagadkę, która prowadzi donikąd, szyfr bez klucza,  którego rozwiązanie objawi nam się cokolwiek mgliście, i nawet jeśli będziemy pewni po wyjściu z kina, kim Zodiac był, to i tak przestaniemy być pewni piętnaście minut później. To rzadki przypadek kina, o którym myśli się jeszcze przez parę dni, chociażby rozstrząsając kwestię, czy Jake Gylenhaal naprawdę potrafi grać tylko jemiołów, czy to tylko iluzja wywoływana przez jego urokliwie psie spojrzenie. Fincher to reżyser-mózgobijca, przez cały film udowadnia nam, że może z nami zrobić wszystko, schodząc z Robertem Graysmithem ( Gylenhaal ) do piwnicy pieczemy się ze strachu jak na Freddym Kruegerze w wieku pacholęcym. A za tym wszystkim stoi Fincher, który, tak jak w "Siedem", identyfikuje się z postacią dyrygującego wszystkim mordercy-władcy-kukiełek : ha-ha, jestem tutaj, patrz na mnie, mogę wszystko. Obejrzałem również całą pierwszą serię "Heroes" i dawno tak się nie bawiłem. Dla popkulturowych smakoszy to cudowna jazda po bandzie, chociażby dlatego, że tandem Jeph Loeb / Tim Sale, odpowiedzialny między innymi za trzeci najlepszy komiks o Batmanie ever ( pamiętajcie o ogrodach, Arkham Asylum i Killing Joke ) ostro w projekcie maczał palce; Loeb jako szefu pokoju scenarzystów, Sale jako autor m.in. kluczowych dla scenariusza przepowiadających przyszłość obrazów, występującego w fabule komiksu oraz liternictwa całego serialu. Ale przede wszystkim, mamy tu fantastyczny pomysł, chociaż początkowo wydaje się, że znany już z "Watchmen" ( ktoś morduje superbohaterów ), i "Rising stars" ( zwykli ludzie dostają znikąd nadnaturalne moce ). Z biegiem czasu przestaje to być jednak tak oczywiste, wątki fabularne splatają się co prawda w niedorzeczny, ale cudnie komiksowy sposób, a frajdą jest chociażby obserwowanie, jak owe moce są ładnie podstrojone pod rys charakterologiczny bohaterów - socjopata jest niewidzialny; zakompleksiony, niedookreślony młodszy brat może mieć każdą moc, o ile któryś z herosów jest przy nim; kochana przez tatusia córeczka ma moc, o której marzy każdy tatuś, czyli niezniszczalność; walcząca o utrzymanie rozbitej rodziny, samotna matka ma nadludzką siłę fizyczną itd. To świetny serial, no i Hiro Nakamura, którego kochają wszyscy.
Zapomniałbym dodać, że w późniejszych odcinkach ( czego oglądając serial na TVP możecie jeszcze nie wiedzieć ), pojawiają się Eric Roberts i Malcom McDowell. Mając w jednym serialu najbardziej przegranego aktora w kosmosie i Alexa z "Mechanicznej pomarańczy", czy można chcieć czegoś więcej?

No i zapomniałem powiedzieć, w nowym Exklusivie mój wywiad z Kasią Nosowską, było bardzo przyjemnie, Kasia rzucała wtręty o waleniu konia i była przesympatyczna. Więcej wieści z pola boju wkrótce.

{blogfrog}
Link 26.06.2007 :: 01:38 Komentuj (6)

Sprawdzać Dupla







{blogfrog}

Jakub Żulczyk ( 1983 ) pisarz, autor powieści "Instytut", "Zrób mi jakąś krzywdę" i "Radio Armageddon". Niezależny publicysta, recenzent, felietonista, bloger. Konsument śmieci. Wzorowy odbiorca kultury masowej. Publikował w m.in. "Playboyu", "Aktiviście", "Metropolu", "Machinie", "Lampie", "Ha! Arcie", "Nowej Fantastyce" i "Tygodniku Powszechym". Był felietonistą "Metropolu", "Neo Plus" i "Dziennika". Obecnie pisze felietony do Exklusiva i prowadzi autorską rubrykę "Tydzień Kultury Polskiej" w tygodniku "Wprost". Jego ostatnia książka to "Zmorojewo", wydana w Naszej Księgarni powieść młodzieżowo-fantastyczna.


Kup "Radio Armageddon"

Kup "Zrób mi jakąś krzywdę"

Archiwum

2017
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik



chcesz mi coś powiedzieć - superdomestos@o2.pl


Linki


DEFIBRYLATOR
trzeszczy trzeszcz
the new adventures of uncanny pani hania
PRZEDSZKOLE DWUJĘZYCZNE KALEIDOSCOPE
last efem
medium
b.ciszewski
lampa
mazurski skun
kapela
oi oi oi horror show baw sie dobrze albo gin
dudzik - ilustruje moje fele
łukasz macheta
culture of anger
sledziu
fanka rejwu
straszna choroba
korporacja
aorta
panikkk
pan pejote - portfolio
i can teach you how to cook that crack / te narkotyki sa nieprawdziwe
wlosy cycki krzyze
d
patrol
shame on you
marcelego kulturowa kompulsja
mąż moniki powalisz
żona kamila antosiewicza

powered by Ownlog.com