Zapraszam serdecznie jutro, o godzinie 14 na stoisko Znaku na krakowskich Targach Książki. Będę podpisywał książki, ale też będzie można ze mną chwilę porozmawiać, uścisnąć grabę, wymienić poglądy i takie tam. Do zobaczenia.



Name:

Komentarze:

22.11.2010, 22:32 :: 94.254.228.43
anna
a w Nidzicy nuda...

14.11.2010, 22:09 :: 46.112.135.13
Wittgenstein
Język jest nieporozumieniem.


14.11.2010, 13:16 :: 83.5.219.52
ja pierdziele
jeśli natomiast chodzi o terminy ważności żarcia które jest kandyzowane to średni termin ważności nie przekracza dwóch lat. nie wiem na dnie jakiego oceanu, w jakim wraku widziałeś 100letnie mielonki aczkolwiek gdybyś kiedyś pracował w gastronomii, i musiał sprawdzać co tydzień w ramach swoich obowiązków daty ważności na każdym z posiadanych przez lokal opakowań, to jest w ramach przygotowania na atak sanepid-owski, szybko byś się przekonał ze bohater Drogi umarł by w rzeczywistości z głodu.

14.11.2010, 13:03 :: 83.5.219.52
ja piernicze
Faulkner potrafił wryć się czytelnikowi w beret z całą obleśnością tego świata, jego książki to płynna schizofrenia. Cormac może i stara się być obleśny, ale psychotycznie bliżej mu do równie skąpego stylistycznie Hemingwaya.. raz na jakiś czas bohater splunie enigmatycznym zdaniem w którym jest cała głębia tego świata poza tym jednak bohater dziarsko nagina przez świat,.. idzie do mitycznego wybrzeża niczym bohater Alchemika w poszukiwaniu kamienia filozoficznego...

dobra książka musi być złożona jak sałatka gyros, warstwowo skomplikowana przy czym wszystkie komplikacje muszą w sposób piękny i prosty spotkać się w momencie kulminacji niczym bohaterowi "Prawdziwego Romansu" którzy spotykają się wszyscy w ostatniej scenie filmu w pokoju hotelowym. Wtedy właśnie ma się wrażenie że historia, czy narracja czy jak to chcesz nazwać ma jedne ogólny sens, ma też kręgosłup formalny. Droga jaki się przy tym jako historia z założenia prosta...prostactwo tego rodzaju należało jednak podrasować stylistycznie. językowo, rozwijając bohaterów wewnętrznie. Zamiast tego mamy prosta, powtarzającą klisze historie o podróży, której bohaterowie są nakreśleni w równie prosty sposób.. a wszelkie znaki zapytania ze strony czytelnika winien zdaniem autora uspokajać termin typu niosę światło. zwykły szwindel moim zdaniem. pozdrawiam cie nudny fiucie. miłego porównywania Drogi do południka, Ameryki do Zamku, i Familiady do Jaka to Melodia, swojej własnej gęby do plakatu Justina Biebera - bo chyba jedynie kontekst pozwala ci wiedzieć czy coś jest czarne lub białe, szare lub sraczkowate, nudne czy ciekawe nawet jeśli się nudzisz po prostu, nie dowierzasz temu jeśli nie ma w Wikipedii opisanego tego rodzaju objawu.

YO!

14.11.2010, 12:30 :: 83.5.219.52
ja pierdole > bill
nędzny kutasie, nie muszę opierdalać wszystkich książek Cormaca żeby wiedzieć czy coś jest dobre czy nie...jeśli masz na to czas analizuj sobie każdą dziedzinę sztuki pod względem ich zgodności z regułkami. Dla mnie Droga jest prostacka, i kiczowata, Jest bardzo daleko od Faulknera, jeśli nie wiesz co to znaczy bardzo daleko, to dodam jeszcze ze jest po prostu, słabsza, gorsza lub też chujowsza...
A utyskuje na to ponieważ odnoszę wrażenie, że wszyscy dobrzy pisarze nie żyją a ci którzy teraz jeszcze są aktywni albo dopiero są - zdają się być pokolorowani przez PR owców z wydawnictw jako pisarze pokroju tego lub tamtego... przy czym nie jest tak w rzeczywistości.

facet który namaścił cormaca a który wcześniej zajmował się Faulknerem - być może to jego sama obecność każe pismakom porównywać tych dwóch autorów, taki skrót myślowy, podobny do tego ze na okładkach DVD z Johnem Turturo pisze się film twórców Burtona finka itp itd..nawet jeśli bracia Cohen z całością nie mają do czynienia nic.

Tak wiec wydaje mi się, że łatwiej popchnąć marketingowo taką Droge albo jakiś inny Mccartowski paszkwil jeśli adnotacja na okładce porównuje go do Faulknera, tak samo Lady Gaga jest atrakcyjniejsza w swoim całym bytowaniu, zakładając że jest ona nową Madonną.

Zramolały kutas twego pokroju przyjmie taka informację z należną czcią,...są to bowiem tematy typu - krytyka Jan Paweł II czy stosunek Polaków do Żydów w II wojnie światowej - tematy tabu:
nie można krytykować papieża więc, o ile nie opierdoliło się większości jego postępowych encyklik..jeśli zaś chodzi o żydów to .."skończ już z tym podżegaczem Grossem"...

spotykam wielu tego rodzajów smutnych psów u siebie na uczelni - cytują Freuda, wszystko mają obryte pamięciowo - nie znaczy to że rozumieją omawiane zagadnienie, i ze mają sami szanse realizować swoją własną sztukę.


swietobliwe podejscie do literatury
to zwykła nudna doktrynerka nie interesuje przez to pewna żywotność literatury ani zawarta w niej energia,
twoje podejście to podejście encyklopedysty...

Cormac moim zdaniem cyzeluje srokami wyrazu w sposób chujowy, co znaczy ze powstaje coś co częściowo ma jakiś tam swój styl narracyjny mimo wszystko wydaje się być niekompatybilne psychologicznie, brakuje mi tam pewnego rodzaju czarnej psychologii która porusza mnie zawsze w pozycjach o prawdziwej ciężkości kalibru. nie mogę zmienić zdania na temat tej pozycji ponieważ wszystko w tej książce determinuje strach przez postaciami z horroru które chcą bohaterów zjeść. uważam to za zwykły tani chwyt.. trudno ponad to uniknąć patetycznych skojarzeń o jakości naszej cywilizacji skoro ludzie wg Cormaca sa kanibalami i rozwalili w ramach jednej z wojen cały świat.
myśląc o tym, widzę Boba Geldofa i wszystkie jego chwalebne inicjatywy typu Feed The world albo world Peace festival, i w duchu wiem ze nie dojdzie dzięki takim ludziom, ta straszna wizja przyszłości do realizacji - ..w przeciwnym razie co pozostaje ludziom... może jakiś jeden prawilny rzeczywiście będzie niósł światło, będzie wojownikiem ognia a także czarodziejka z księżyca...

ja podejrzewam poddam się po pierwszym tygodniu głodówki, i zostanę kanibalem jak reszta plugawców... stracę swoje ludzkie imię stanę się nocna marą z horroru na Polsacie i będziecie mogli do mnie mówić malposzczur singaja...




14.11.2010, 07:22 :: 83.29.61.240
bill->pierd
To bardzo ciekawe, co piszesz o Faulknerze. Nie wiem jednak, czy zdajesz sobie sprawę, że McCarthy swoją literacką karierę zaczął dzięki redaktorowi Albertowi Erskinowi, który przez przypadek przeczytał rękopis "The Orchard Keeper" (właśnie wydany przez WL "Strażnik sadu"). Erskine był jednocześnie redaktorem książek Faulknera (i jego bliskim przyjacielem), więc wyobraź sobie, że w dużej mierze ich obecny kształt zawdzięczasz talentowi osoby, która wpłynęła również na to, jak wyglądają książki McCarthy'ego. Co Ty na to?

Teraz posłuchaj mnie, chłopaku, po raz ostatni, bo widzę, że marnuję na Ciebie amunicję i nie chce mi się tracić czasu na rozmowy z osobą, której nie chce się mnie słuchać.
Po pierwsze, zechciej zerknąć do słownika i sprawdzić, co znaczą takie wyrazy jak "konotować", "determinizm" czy "cyzelować", i w jakich okolicznościach można ich użyć nie wychodząc na takiego idiotę jak Ty.
Po drugie, zanim zaczniesz krytykować cokolwiek, postaraj się przemyśleć to, co chcesz powiedzieć. "Słabe" to nie jest argument, przynajmniej nie między ludźmi, którzy rozmawiają o książkach i chcą brzmieć wiarygodnie. Dobrze by było, gdybyś formułując bardzo ogólne sądy, miał je na czym oprzeć. Krytykowanie całej twórczości jakiegoś pisarza ufundowane na lekturze jednej jego książki robi z Ciebie ignoranta i pajaca (na przykład: gdybyś przeczytał "To nie jest kraj dla starych ludzi" pewnie zapamiętałbyś, że we śnie Bella pojawia się motyw z "niesieniem ognia", co prawdopodobnie w jakiś sposób wpłynęłoby na Twój niedouczony sąd dotyczący tegoż sformułowania; drugi przykład: gdybyś zechciał przeczytać "Krwawy południk", prawdopodobnie zauważyłbyś, że postać Holdena to literacka transmutacja postaci Lucyfera z "Raju utraconego" Miltona. Chłopiec z "Drogi" jest skrajnym przeciwieństwem tej postaci. Czy jest Bogiem lub aniołem? Nad tym zastanawiają się ludzie mądrzejsi od Ciebie - mądrzejsi nie tylko dlatego, że przeczytali więcej książek, ale też dlatego, że zachowują wobec nich pokorę, bez wyciągania nagle z dupy bezsensownych opinii; trzeci przykład, który sam sprowokowałeś swoim narzekaniem na "realność projektowanych konfabulacji" McCarthy'ego: bohaterowie "Drogi" przez większość powieści głodują, prawda? Myślisz, że Ty przejmowałbyś się na ich miejscu terminem przydatności do spożycia? Oprócz tego, jeśli puszka z zakonserwowanym jedzeniem nie jest uszkodzona, jej zawartość jest mikrobiologicznie bezpieczna nawet przez sto lat, o czym można się przekonać analizując zawartość konserw znajdywanych na przykład we wrakach statków).
Po trzecie, książki się czyta nie po to, by je krytykować, lecz po to, by się czegoś z nich dowiedzieć. Aby czegoś się dowiedzieć, musisz założyć, że autor wie coś, czego nie wiesz Ty. Z tego, coś popisał poniżej, wnioskuję, że chcesz uchodzić za literackiego twardziela, który niejedno przeczytał i niejedno wie, jednak gdybyś nie był tak pociesznie głupi, prawdopodobnie bym Ci o tym wszystkim nie mówił; musisz wiedzieć, że Twoje argumenty mogą sobie przyjmować Twoi niedorozwinięci koledzy z gimnazjum, do których poza literackiego twardziela przemawia. Reszta, na Twoje własne życzenie, ma Cię po prostu za debila.

Nie chcę marnować więcej czasu na prowadzenie tej dyskusji, bo już czuję się wystarczająco zażenowany kalibrem oczywistości, które musiałem tutaj powypisywać. Abstrahując od dyskusji na temat "Drogi" (na który nie miałeś nic ciekawego do powiedzenia), temat Twojej niezgłębionej i tajemniczej głupoty oraz chujowego podejścia do książek uważam za wyczerpany.

13.11.2010, 22:36 :: 83.5.219.52
ja pierdole >> bill i cala reszta swiata

wszystko pieknie.aczkolwiek, w konotacji do Faulknera, Droga czy tez Mc carthy po prostu, jest dość ubogi, to nie jest ta liga po prostu..
Faulkner było dużo lepszy, grubo bogatszy.

tez potrafił cyzelować ascezą, mimo to ta asceza była psychologiczna, patologia jego historii polegała na tym ze były skompilowane, kurewsko ciężkie REALNE...ale przede wszystkim skomplikowane...

McCarthy jawi się w analogii do tego jako lekko rzewny prostak,przy czym asceza stylu ala Mccarthy polega na powtórzeniach ciągłych powtórzeniach
podlanych wątłymi dialogami które symulują wrażenie enigmatyczności przez to ze składają się z dwu trzy'slownych zdań...

ponadto:
popycha cala Droge przy pomocy strachu... jak w filmie Akcji, jednowymiarowo.

robi to z kolei uzwajając elementu kiczowatego po prostu:
wątek kanibalizmu, jakkolwiek straszny w lekturze , rozwinięty jako motor całości tworzy tandetny determinizm dla akcji która trąca nieco klimatem wczesnego Petera Jacksona i jego martwicy mózgu...nie wiem czy taki odbiór zaplanował sobie autor... ale mi przez ten kanibalizm Droga jawi się nie mal jako pornos albo przynajmniej tani horror...

.... ewentualnie zaczarowywanie świata i mantry typu "niosę ogień" albo "dla mnie to anioł"...

polecam w konotacji do tych blyskotliwie glebokich dialogow ta oto pozycje:

www.empik.com/podrecznik-wojownika-swiatla-coelho-paulo,2868,ksiazka-p

nie obchodzi mnie czy McCarthy ma syna, córkę psa czy chomika...
grubymi nićmi jest szyta ta dramaturgia... za drzewem tymczasem czyha zombie...który śledząc fabule żywi się ludźmi od lat_ bohaterowie z kolei żywią się od lat gruszkami w puszce.... to jest również nie logiczność nawet żarcie z puszki się przeterminowuje... autor winien pamiętać również o realności projektowanych przez siebie konfabulacji...

nie skreślam książki jako totalnie zlej to jednak zbyt doświadczony autor, ALE z pewnością jest przeceniona. szczególnie w porównaniu do takiego kozaka jak Faulkner.

wszystkie cechy formalne które wymieniłeś wydaja mi się natomiast być oczywiste, czymś tam trzeba zabudować ta treść w środku, każdy organizm ma swoje bebechy...


13.11.2010, 17:23 :: 178.36.12.87
jzulczyk > bill
Przyznam bez krztyny cynizmu że i ja czuję się przy Tobie lekko cofnięty, natomiast bez wahania przyznaję Ci Order Najtreściwszego Komentarza w dziejach tego chuderlawego blogaska. Hi5.

13.11.2010, 16:30 :: 83.7.67.251
bill->pierd
Chłopaku, jesteś tak głupi, że nawet jeśli Ci wytłumaczę, na czym może polegać doniosłość "Drogi", to pewnie w niczym Ci to nie pomoże, ale pozwól, że spróbuję jakoś Cię nakierować, a potem mi napisz, dlaczego nie zmieniłeś zdania na temat tej książki, ok?

Zacznę może od formy. Niby jest to powieść drogi, czyli garść anegdot z jakiejś wyprawy, zgadzasz się? Czy chciało Ci się chociaż wmyśleć w zasadę, która rządzi szeregowaniem tych anegdot? Dlaczego często zaburzona jest chronologia wydarzeń, co powoduje uruchomienie u narratora jakichś procesów narracyjnych, które tworzą warstwę retardacyjną powieści - nad tym zapewne też nie chciało Ci się myśleć, może zatem, jeśli jesteś takim wytrawnym znawcą literatury, zechcesz pomyśleć o tym teraz, co? Czy jesteś w stanie wskazać gatunki literackie, z których czerpie "Droga"?

Teraz może teraz język. Czy jesteś w stanie powiedzieć coś o parataktycznej składni "Drogi"? Czy jesteś w stanie wskazać jakieś inne dzieła literackie, które opierają się o podobny szyk zdań? Czy jesteś w stanie znaleźć w tekście "Drogi" miejsca, w których autor dokonuje jakichś autoparodii lub rewizji?

Bohaterowie. Dlaczego poza jednym wyjątkiem w powieści nie pada żadne imię? Czy jesteś w stanie wskazać ten wyjątek? Kim jest ta osoba i jaka jest jej symbolika? W jaki sposób powiązać można symbolikę tej postaci z postaciami protagonistów? Pomyśl teraz o relacjach mężczyzny i chłopca. Kto kogo potrzebuje bardziej? Kto potrzebuje kogo i do czego? Co możesz powiedzieć o tym, że samobójstwo matki przez mężczyznę opisane jest jako "dar"? Czy mężczyzna przez cały czas trwania powieści pozostaje poczytalny? Czy jesteś w stanie znaleźć w tekście miejsca, w których świadomość mężczyzny zostaje zaburzona w ten sposób, że konfabuluje on zagrożenia po to, by mieć chłopca bliżej siebie? W drugą stronę: czy potrafisz wskazać w "Drodze" miejsca, w których ojciec stara się wyzwolić dziecko z władzy niewinnej fantazji?

Narracja. Kto jest narratorem powieści, skoro cała jej struktura opierając się o świadomość mężczyzny zostaje silnie zaburzona w ostatnim akapicie? Jaka jest symbolika tego akapitu? Kto opowiada tę historię i komu? Czy jesteś w stanie wskazać jakieś dzieła literackie, na których autor oparł swoją powieść?

Dlaczego McCarthy zadedykował "Drogę" swojemu synowi? Biorąc pod uwagę głęboki pesymizm autora, jaka jest wymowa powieści (uwzględnij pozytywne zakończenie)? Dlaczego McCarthy nic nie mówi na temat katastrofy, która ma miejsce przed urodzinami chłopca? Dlaczego łatwo jest odszukać miejsce, w którym toczy się akcja powieści, natomiast trudno jest wskazać jej ramy czasowe? Czy odnosząc się do innych powieści McCarthy'ego, w których główne role powierzone są chłopcom (szczególnie uwzględnij "All the Pretty Horses"), jesteś w stanie odtworzyć jakąś paideutykę McCarthy'ego? Jaka w tym wszystkim jest rola powieści i epickich narracji? Czy powieść i historia zdaniem McCarthy'ego mogą być moralnie ważkie?

Jeśli nie jesteś w stanie odpowiedzieć na powyższe pytania, a pomimo to piszesz, że "Droga" jest "słaba", to najprawdopodobniej jesteś niedorozwiniętym kretynem (chociaż Ty pewnie nazwiesz to "posiadaniem gustu opartego o coś, a nie o nicość"), co można wywnioskować również z faktu, że do swoich chujowych opinii dołączasz takie sformułowania jak "buyakasha". Czytaj więcej książek i zamknij wreszcie mordę.

12.11.2010, 19:58 :: 83.29.25.239
ja pierdole
ok,ok zresztą co tu dużo gadać, najlepszym pisarzem ever, Frankiem Sinatrą maszyny do pisania, Lady Gagą bibliotek jest monsieur Norman Mailer.
przeczytałem ostatnio co nie co tego pana i mnie rozwalił na atomy.
Dialogi i kłótnie i panczlajny, miód malina, kopalnia dla koneserów prawdziwego Prawilnego Rapu, a także fanów Quentina Tarantino czy Elmore'a Leonarda...

do Carmel > możliwe że drogę się czyta inaczej kiedy się np jest ojcem małego synka i jest się z nim w trakcie podróży, z wózkiem z Tesco przez Bieszczady dajmy na to... w gruncie rzeczy jednak chciałem przede wszystkim zauważyć że zarówno Łaskawe jak i Droga w stosunku do szumu, nie mówie tu o promocyjnych zabiegach wydawnictw, tylko o szumie tzn. zwanym intelektualnym,.. w kontekście tego właśnie szumu obie pozycje uważam za suto przecenione.

Cormacowi mozna wybaczyć bo jest w końcu już lekko starszawy. Łaskawe natomiast jest fleszbekiem z nazizmu, pustym w środku, mógłby być z tego niezły film to jest o ile scenarzysta podrasuje dialogi.


11.11.2010, 21:49 :: 178.36.4.75
carmel
temat może już lekko zużyty, natomiast forma, stylizacja i sam język- baaaaaaardzo smakowite! można się ujarać i upić od samego czytania- easy flow. żal mi,że nie mogę osobiście przyjrzeć się sylwetce tak młodego a już nurkującego głęboko chłopaka, czekam na więcej...
p.s. 'Orły i anioły" Julie Zeh, 'Ostateczne wyjście" Natsuno Kirino-obok tych dwóch książek kładę Instytut-mam nadzieję,że nie masz nic przeciwko,
a tak na marginesie do forumowiczów-dajcie spokój cormacowi-Drogę czyta się zupełnie inaczej jak się jest rodzicem-można sobie ot tak uronić łezkę


11.11.2010, 21:40 :: 178.36.4.75
carmel
jakub-właśnie skończyłam Instytut, przyznam nieskromnie,że to twoja najlepsza pozycja


11.11.2010, 18:05 :: 178.36.12.87
zulczyk > xx
ale jakie emocje.

11.11.2010, 17:18 :: 84.31.167.222
xx
Poziom dyskusji siega szczytu.

11.11.2010, 15:55 :: 46.113.235.17
K.B.>japierdole
Dobra, zamknij się już.

10.11.2010, 20:48 :: 62.89.115.42
japeridziele do billabonga
cohujawego jest we tym ze sie ma gust oparty o cos a nie o nicosc? bylem ciekawym zdania pisarza, o innych pisarzach co to glosno o nich wszem i wobec... LAskawe jest slabe w huj, czytalem w jednym ciągu z Holla-bequiem i holabek jest w pyte lepszy w piorze... sam szkielet fajny, technicznie wartki, widac moze troche wplywy ojca pisarza-akcji,. ale dialogi mialkie i nijakie - w zasadzier wszystkie postac Vossa, Thomasa,. smierc Vossa tez z kartonu, najbardziej pedaski manewr jednak to czytanie Flauberta przez Aue w czasei kiedy w 17 dni uciekali na lini frontu z pomorza do lini odry. wydalo mi sie to zenujace. buyakasha!
dorga natomioast jawi mi sie jakoi mixtejp paula coelo i stevena kinga... sorry ale nie potrafie widziec inaczej tej "pozycji" nawet jesli podobalo mi sie to niejest kraj dla... braci cohen..

10.11.2010, 13:58 :: 83.15.137.82
bill-->ja pierd
Cholera, masz rację! Zadzwoniłem już do wszystkich członków rady Pulitzera i przekazałem im Twoje ważkie uwagi dotyczące pedalskości jednego sformułowania padającego w "Drodze". Przysięgli naprawić swój błąd i odebrać McCarthy'emu nagrodę i przyznać ją tobie, za wybitne osiągnięcia na polu krytyki literackiej. Również pozwoliłem sobie zawiadomić Akademię Francuską i Akademię Goncourtów o twoich odkryciach związanych ze "słabością" "Łaskawych". Odpowiedzieli, że bardzo interesuje ich twoja teoria o tym, że gdyby nie objętość i temat, to nikt by książki Littella nie wydał.

Ale nie, serio to powiedzieli, że jako istota ludzka dokonałeś wielkich odkryć na polu bycia chujowym.

09.11.2010, 19:45 :: 193.239.59.226
MD
Kiedy zawitasz do Wrocławia?
Pzdr


07.11.2010, 10:16 :: 213.134.185.252
ja pierd. > JZ
A nie mierzi Ci sam język książki? łaskawe ma fajny koniec i momenty, ale w srodku sa straszne plycizny, fabula mocno filmowa ale nie znalazlem tam jednego dialogu ktory by mi sie nie wydal papierowy...z cytowaniem Stendhala przez bolszewika w Stalinignradzie na czubku tej plastikowej choinki - sam pomysł fajny ale cytat jakiś taki slaby... jestem wielkim fanatykiem nazizmu,i wszelkiej literatury na ten temat... spodziewalem sie czegos z wiekszym pierdolnieciem...
czegos przynajmniej tak dobrego jak "bractwo winnego krzewu" Johna Fante

co do Cormaca to sorry ale Faulkner nigdy by sobie nie pozwolił na kreowanie hasła typu " niosę światło" - strasznie pedalsko to brzmi. to tak moim zdaniem.

pozdr

07.11.2010, 03:26 :: 89.78.118.115
jakubzulczyk > ja pierdole
łaskawe i droga to jedne z moich ulubionych książek, więc niespecjalnie podzielam Twoje zdanie.

05.11.2010, 23:35 :: 213.134.185.252
ja pierdole
apropos pogladow mam pytanie - co myslisz o Laskawe? bo mi osobiscie ta ksiazka jedzies straszna taniocha, dialogi sa nijakie, bohaterowie jak z sitcomu, ksiazka napisana jak kod leonarda da vinci albo i gorzej... myslalem ze bedzie ostry szoking i na to ostrzylem zeby a tu siew okazalo ze ci wszyscy SSmani to byly straszne cipy, rozkminiali kanta, prousta i sluchali bacha - mozna zgadywac konce zdan, tyle tam jest archetypow nie mowiac juz o oogranych nawet w gazetach konotacjach slownych typu "chmurne spojrzenie" chmurnych spojrzen w laskawe jest chyba ze sto... jeszcze ten watek gejowsko-kazirodczy. gdyby to przynajmniej bylo jakos stylowo opisane... szczere to mysle ze gdyby nie temat i objetosc to tego pana litella nigt by nie wydal..

drugi przehajpowany i przereklamowany klient to moim zdaniem Cormac Mccarty,... po "drugim Faulknerze" obecywale sobie sporo, przeczytawszy Drogę, jestem jednak zdania ze Kormakowi do Faulknera kurewsko daleko.
pozdr