Link 30.11.2008 :: 01:42 Komentuj (39)

Proceder, który pod płaszczykiem krytyki literackiej uprawia Krytyka Polityczna - czyli festiwal mianowania "nas" i "ich", trwa dalej. Moją skromną osobę odbębniono już w tekście pani Szybowicz. To był naprawdę ciekawy tekst - aby go zrozumieć musiałem zadzwonić do Dunina, aby przełożył mi go na język polski czynny, bo jest bez wątpienia człowiekiem bardziej ode mnie oczytanym. Gdy Dunin objaśnił mi, że chodzi o to, iż wznowienie książki Brzozowskiego jest lepsze od "Radia Armageddon", gdyż wydaliśmy je my (w sensie Krytyka), a poza tym rewolucja w książce "Płomienie" w przeciwieństwie do "rewolucji" w "Radio Armageddon"  wnosi jakieś konkretne postulaty, trochę się uspokoiłem, że w tym serwowanym przez panią Elizę gąszczu filologicznego słownika chodzi tylko o to. W końcu nie zostałem  w praktyce obwołany kułakiem, jak Jacek Dehnel - po prostu pani Szybowicz nie zrozumiała, że brak jakichkolwiek konkretnych postulatów i tzw. "programu reformy" w ustach Szymona, Cypriana i spółki jest zasadą pomysłu, na którym książka się opiera. Trudno - jestem świadom, że "Radio Armageddon" to książka trudna do przejścia, trudna również ze zrozumieniem i że nie musi to o niej wcale dobrze świadczyć. Jednak obóz KP w osobie Piotra Mareckiego i Jasia Kapeli w końcu uświadomił sobie, w której części galaktyki leży tak naprawdę Gwiazda Śmierci. Mianowicie, znajduje się ona na Sławkowskiej, w knajpie Piękny Pies, w okolicach stolików przy drzwiach wejściowych, a imię jej Marcin Świetlicki.


Tekst Piotra Mareckiego do krakowskiej Wyborczej, następnie przekopiowany na witrynę KP cokolwiek mnie zmroził. Chciałem najpierw już cytować słynną wypowiedź Michnika o Jaruzelu, w sensie - odpierdolcie się od generała, ale moje relacje czytelnicze z Marcinem Świetlickim nie predestynują mnie do aż tak nagłego wieszania bandery. W sensie - jego wiersze czytałem w okolicach LO, więc tak naprawdę nie czytałem ich w ogóle. Natomiast z trylogii kryminalnej nie czytałem pozycji ostatniej, ale poprzednie dwie jawią mi się po prostu jako bardzo dobre książki, owszem, parakryminały, ale oparte na naprawdę wyjątkowej przewrotce. Kryminał bowiem, jako gatunek, zakłada bardzo aktywnego protagonistę, który wykonuje szereg mniej lub bardziej linearnych działań, aby przybliżyć się do celu, który chce osiągnąć - w kryminale z reguły jest to rozwiązanie zagadki. Na tej aktywności, i przeskakiwaniu przez bohatera kolejnych wyrw w osiągnięciu rozwiązania kryminał stoi - od Agathy Christie po Marka Krajewskiego. Pomysł na to, aby główną postać kryminału uczynić osobą kompletnie pasywną, na która kolejne eventy spadają jak gołębia sraka na kurtkę na Rynku Głównym, jest conajmniej przewrotnym, a tak naprawdę literacko bardzo podniecającym. Jeszcze ciekawszym, jeśli się pamięta - bardzo słabo, co prawda, w moim przypadku - podmiot liryczny poezji Świetlików. Tyle chujowego mądrzenia się o Świetlickim jako pisarzu, z puentą - imho niewiele czytałem tak ciekawych polskich książek przez ostatnich parę lat, jak "Dwanaście".


Ostatnią książkę Świetlickiego muszę przeczytać chociażby z powodu, że podobno zostałem w niej, co prawda z przekręconym nazwiskiem, unieśmiertelniony jako jedna z fascynacji literackich niejakiego pana Wiesia, który znienawidzony przez Marcina Ha!Art i Krytykę Polityczną ma uosabiać. Ta fascynacja moją osobą przez nowych adeptów kościoła krytykopolitycznego jest dla mnie pewną nowością, ale to zbyt łatwe łączenie nitek przez pana Marcina kompletnie wybaczam. Po chuj wczytywać się w takie niuanse, gdy lepiej posłuchać sobie w domu z gramofonu Silver Apples i Suicide - i nie był to żaden przytyk ani ironia, w wieku lat czterdzieści plus też raczej będę wolał napić się winiaku i posłuchać płyt bądź pooglądać filmy, niż pilnować uważnie tego, co piszą jacyś pryszczaci parweniusze. Naprawdę, nie był to przytyk. Problem nie leży w świadomym zdziadzieniu kota Bonifacego, które na użytek swój i publiki uprawia pan Marcin, ale raczej w absurdalnie głupim kontrataku, który wypuszcza na niego KC KP. Ile można pisać o neoliberalnych fascynacjach, używać wyrazu "konserwatyzm" jako epitetu w przypadku prozy, która dzięki Bogu żadnych politycznych pretensji nie ma, a jeśli krytykuje cudze polityczne pretensje, to raczej z pozycji bardziej uniwersalnej - krytyki indolencji myślowej, udającego skupisko wolnej myśli sklepu z gotowymi ideami po promocyjnej cenie, braku rzeczowej argumentacji? W ogóle, moi drodzy, co to za epitet - konserwatyzm, w wydaniu Piotra Mareckiego, który obok prawdziwego konserwatysty prawdopodobnie nie stał, a jeśli by ustał, to wiedziałby, że ani Marcin Świetlicki, ani ja (uprzedzając fakty) na prawdziwego konserwatystę się nie nadajemy (przepraszam zainteresowanego za użycie liczby mnogiej - ani mnie z panem Marcinem nic nie łączy, ani na budowaniu żadnego wspólnego frontu mi nie zależy, najprawdopodobniej vice versa). Chodzi o rozsądek. Kryminaliki? Ładna deprecjacja jednego z podstawowych gatunków fabularnych ze strony kogoś, kto w końcu jest naukowym badaczem filmu i literatury. Neoliberalizm? Co doktryna ekonomiczna  ma do powieści stricte egzystencjalnych, poza tym, że książki "tego typu" (czyli te, w których autora interesuje taka wstydliwa rzecz, jak budowanie spójnej postaci i próba zobrazowania jej życia wewnętrznego) rewolucjoniści z KP najchętniej spaliliby na stosie? Nie chodzi o to, że Świetlickiego nie można krytykować. Chodzi o to, że zasługuje na coś więcej, niż używanie dwóch kompletnie już zaszaletowanych przez polski fanklub Zizka terminów, aby skrytykować dzieło i autora. Pozornie inteligentny, jak to przystało na Jasia Kapelę, pamflet, w którym doszukuje się ku chichotowi swoich nowych wydawców wątków homoerotycznych w twórczości Świetlickiego, z grzeczności pominę. Jasiu, moja prywatna sympatia do ciebie trwa dalej, ale znaj granice użyteczności swojej własnej osoby. Zresztą, ostrzeżenie piszę zdecydowanie zbyt późno - w końcu pozwoliłeś, w jakiejś dziwnej mieszance nieświadomości, niefrasobliwości i hurraoptymizmu debiutanta zamieścić na okładce swojej książki blurp od Jerzego Urbana. Reasumując, chyba trzeba to powiedzieć, nie z perspektywy jakiegoś świetlikowego neofity, ale z pozycji zwykłego, zdrowego rozsądku. Weźcie i odpierdolcie się od generała.


{blogfrog}

Jakub Żulczyk ( 1983 ) pisarz, autor powieści "Instytut", "Zrób mi jakąś krzywdę" i "Radio Armageddon". Niezależny publicysta, recenzent, felietonista, bloger. Konsument śmieci. Wzorowy odbiorca kultury masowej. Publikował w m.in. "Playboyu", "Aktiviście", "Metropolu", "Machinie", "Lampie", "Ha! Arcie", "Nowej Fantastyce" i "Tygodniku Powszechym". Był felietonistą "Metropolu", "Neo Plus" i "Dziennika". Obecnie pisze felietony do Exklusiva i prowadzi autorską rubrykę "Tydzień Kultury Polskiej" w tygodniku "Wprost". Jego ostatnia książka to "Zmorojewo", wydana w Naszej Księgarni powieść młodzieżowo-fantastyczna.


Kup "Radio Armageddon"

Kup "Zrób mi jakąś krzywdę"

Archiwum

2018
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik



chcesz mi coś powiedzieć - superdomestos@o2.pl


Linki


DEFIBRYLATOR
trzeszczy trzeszcz
the new adventures of uncanny pani hania
PRZEDSZKOLE DWUJĘZYCZNE KALEIDOSCOPE
last efem
medium
b.ciszewski
lampa
mazurski skun
kapela
oi oi oi horror show baw sie dobrze albo gin
dudzik - ilustruje moje fele
łukasz macheta
culture of anger
sledziu
fanka rejwu
straszna choroba
korporacja
aorta
panikkk
pan pejote - portfolio
i can teach you how to cook that crack / te narkotyki sa nieprawdziwe
wlosy cycki krzyze
d
patrol
shame on you
marcelego kulturowa kompulsja
mąż moniki powalisz
żona kamila antosiewicza

powered by Ownlog.com