Ira Levin nie żyje - umarł w słusznym wieku bodaj 78 lat, zostawiając po sobie jedynie kilka książek, ale również bardzo słusznym. Czytałem je gdzieś w wieku piętnastu lat - "Dziecko Rosemary" i "Żony ze Stepford" ( w koszmarnym, szmacianym wydaniu bodajże Amberu w serii horror - w tym samym wydaniu do dzisiaj funkcjonują genialne "Księgi krwi" Barkera ). Od jakiegoś czasu planowałem je odświeżyć - niestety, jak niżej, work overload.


A Levin to chyba pisarz o tyle znany, co niedoceniony; do historii przejdzie jako - po prostu - mistrz literatury grozy. Ja przychylałbym się bardziej do tezy Palahniuka z jego eseju w zbiorze "Stranger than fiction"; twierdzi tam, iż Levin był autorem obdarzonym swoistą prekognicją problemów społecznych, że 'Dziecko Rosemary' i 'Żony ze Stepford' przepowiadają postulaty ruchów feministycznych i prawo do kontroli urodzeń, a "Sliver" erę reality shows i epokę globalnego voyeryzmu. To tak a propos modnego ostatnio gdzieniegdzie politycznego czytania literatury. W przypadku Levina jest jednak chyba oddaniem zadośćuczynienia.

Name:

Komentarze:

28.11.2007, 02:26 :: 217.98.102.11
tajna
a jest zaangażowana literatura grozy?

16.11.2007, 01:16 :: 83.175.191.125
jakubzulczyk
fakt. zawsze musze sie gdzies pieprznac.

15.11.2007, 19:07 :: 78.152.208.230
outis
Chyba "Sliver"?