Najważniejsze i najciekawsze rzeczy w moim życiu ostatnio skupiają się wokół czytania i oglądania; nie wiem, czy to takie dobre, człowiek dwudziestoczteroletni powinien parać się może ciekawszymi zajęciami. Mimo wszystko u kogoś, kto utknął na pięćset tysięcznym znaku drugiej powieści, którą chce skończyć do końca września i wydać w grudniu, brak zainteresowania światem zewnętrznym to chyba pozytywny objaw. Więc, proszę państwa, "Zodiac" jest tak dobry, jak piszą na "Gazeta.pl", konstrukcją i wymaganym skupieniem przypomina "JFK" Stone`a; tak jak tam, obserwujemy zagadkę, która prowadzi donikąd, szyfr bez klucza,  którego rozwiązanie objawi nam się cokolwiek mgliście, i nawet jeśli będziemy pewni po wyjściu z kina, kim Zodiac był, to i tak przestaniemy być pewni piętnaście minut później. To rzadki przypadek kina, o którym myśli się jeszcze przez parę dni, chociażby rozstrząsając kwestię, czy Jake Gylenhaal naprawdę potrafi grać tylko jemiołów, czy to tylko iluzja wywoływana przez jego urokliwie psie spojrzenie. Fincher to reżyser-mózgobijca, przez cały film udowadnia nam, że może z nami zrobić wszystko, schodząc z Robertem Graysmithem ( Gylenhaal ) do piwnicy pieczemy się ze strachu jak na Freddym Kruegerze w wieku pacholęcym. A za tym wszystkim stoi Fincher, który, tak jak w "Siedem", identyfikuje się z postacią dyrygującego wszystkim mordercy-władcy-kukiełek : ha-ha, jestem tutaj, patrz na mnie, mogę wszystko. Obejrzałem również całą pierwszą serię "Heroes" i dawno tak się nie bawiłem. Dla popkulturowych smakoszy to cudowna jazda po bandzie, chociażby dlatego, że tandem Jeph Loeb / Tim Sale, odpowiedzialny między innymi za trzeci najlepszy komiks o Batmanie ever ( pamiętajcie o ogrodach, Arkham Asylum i Killing Joke ) ostro w projekcie maczał palce; Loeb jako szefu pokoju scenarzystów, Sale jako autor m.in. kluczowych dla scenariusza przepowiadających przyszłość obrazów, występującego w fabule komiksu oraz liternictwa całego serialu. Ale przede wszystkim, mamy tu fantastyczny pomysł, chociaż początkowo wydaje się, że znany już z "Watchmen" ( ktoś morduje superbohaterów ), i "Rising stars" ( zwykli ludzie dostają znikąd nadnaturalne moce ). Z biegiem czasu przestaje to być jednak tak oczywiste, wątki fabularne splatają się co prawda w niedorzeczny, ale cudnie komiksowy sposób, a frajdą jest chociażby obserwowanie, jak owe moce są ładnie podstrojone pod rys charakterologiczny bohaterów - socjopata jest niewidzialny; zakompleksiony, niedookreślony młodszy brat może mieć każdą moc, o ile któryś z herosów jest przy nim; kochana przez tatusia córeczka ma moc, o której marzy każdy tatuś, czyli niezniszczalność; walcząca o utrzymanie rozbitej rodziny, samotna matka ma nadludzką siłę fizyczną itd. To świetny serial, no i Hiro Nakamura, którego kochają wszyscy.
Zapomniałbym dodać, że w późniejszych odcinkach ( czego oglądając serial na TVP możecie jeszcze nie wiedzieć ), pojawiają się Eric Roberts i Malcom McDowell. Mając w jednym serialu najbardziej przegranego aktora w kosmosie i Alexa z "Mechanicznej pomarańczy", czy można chcieć czegoś więcej?

No i zapomniałem powiedzieć, w nowym Exklusivie mój wywiad z Kasią Nosowską, było bardzo przyjemnie, Kasia rzucała wtręty o waleniu konia i była przesympatyczna. Więcej wieści z pola boju wkrótce.
Name:

Komentarze:

25.06.2007, 21:39 :: 82.35.240.150
celyna
a The beat of the live drum?
a The game ?
a Panic room?
he ?
he he .. sie drocze sie ino .

25.06.2007, 21:27 :: 82.35.240.150
celyna
halo . Z okazji przejrzenia twojego bloga i nieudanych prob celebracji niepokalanego serca dziewiczej umyslowo polszy zapytuje czy masz ochote na jakies cenne kilogramy celulozy, ktorych ortodoksyjnosc moheru krajowej produkcji ci odmawia? ozwij sie jesli jest cos takiego . przesle z radoscia
.
siedem? a fight club gdzie? he?
ola

25.06.2007, 12:23 :: 82.139.46.12
d.
"samotni" to tez takie kino o którym sie mysli i mysli i mysli

23.06.2007, 09:49 :: 83.29.158.166
easternbitch
a ja wpadlam, bo mi statystyka odwiedzin powiedziala, ze moj znajomy Cie na last.fmie do mnie wyslal w celu "zgrzewy", a... ja nie wiem, co to zgrzewa :( pozdrawiam!! ;) i milej zgrzewy anyway :)

23.06.2007, 02:44 :: 62.21.109.210
wandy
dopiero przeczytałem Twoją książkę i nie wiem, czy tu miejsce i czas, ale chciałbym wyrazić respekt.

22.06.2007, 23:41 :: 89.79.141.136
co-ty-godosz
z powodu tegoż exklusiva Cię wyguglałam, musiałam zobaczyć kto to nosowską pyta czy była przygotowana na okres;)

19.06.2007, 18:17 :: 89.79.143.73
jakobe
że się fincher identyfikuje z postacią dyrygującego wszystkim władcy kukiełek to raczej nie bardzo. po raz chyba pierwszy jest fincher właśnie rzecznikiem kukiełek.

17.06.2007, 18:12 :: 83.23.186.209
fisza
najciekawsze rzeczy w moim życiu skupiają sie wokół słuchania
nie wiem czy to dobre, że się tym zajmuję czy nie, ale nic nie sprawia mi takiej przyjemności
"Heroes" nigdy nie oglądałam i nie zamierzam