Piszę o tym z lekkim opóźnieniem, bo sam jestem trochę opóźniony, ale ja również przyczepiam do bluzy wstążeczkę solidarności z serwisem Napisy.org. Korzystałem z niego bardzo często - był najwygodniejszym i najlepszym serwisem z napisami w sieci. Do każdego filmu funkcjonowało kilka / kilkanaście różnych wersji, co ważniejsze, zaznaczone było, które pasują do której - czy mamy do czynienia z ripem, dajmy na to, axxo, czy mvs. Korzystałem z napisy.org tak jak setki tysięcy ludzi w Polsce i tak jak setki tysięcy ludzi w Polsce uważam, że atak w ten serwis jest bzdurą porównywalną z ustawą, która ma właśnie przejść w USA, nakładającą na radia internetowe obowiązek płacenia od każdej wytransmitowanej piosenki. Może trochę przesadziłem - napisów w sieci nadal jest multum, a amerykańska ustawa słusznie jest nazywana "dniem, w którym umrze muzyka" - zabicie internetowego radia może i sypnie jeszcze trochę kasy zgłodniałym majorsom, ale będzie kolosalnym ciosem dla sektora muzyki alternatywnej i niszowej, która wreszcie, dzięki takim platformom jak MySpace, YouTube czy Last.fm zaczęła się świetnie rozwijać i promować. Ale problem jest podobny - chodzi o nakreślenie, gdzie leży granica kradzieży własności intelektualnej. I czy udostępnianie napisów do pirackich filmów, co więcej, ściąganie ich z sieci, rzeczywiście jest okradaniem kogokolwiek. Jasne, że dużo łatwiej przychodzi to w stosunku do muzyki - chociaż zakładanie, że ktoś kupiłby płytę zespołu X, zamiast ją ściągnąć, gdyby nie mógł tego zrobić, jest daleko idącym statystycznym uproszczeniem. W sumie, logicznie rzecz biorąc jest kompletną nieprawdą. Tak samo jak stwierdzenie, że gdy już ktoś ściągnie za darmo płytę, dajmy na to, z Soulseeka, to później jej nie kupi. Ale zajmijmy się filmami.

Trzeba pamiętać, że ściągając film kinowy z sieci nie okradamy ani reżysera, ani scenarzysty, ani montażysty, ani aktorów. Ci z reguły zostają opłacani stałymi gażami, z którymi rzeczywisty przychód filmu nie ma nic wspólnego ( wszystko opiera się na przychodzie zakładanym ). Okładamy ewentualnie producentów i dystrybutorów - chociaż też trzeba postawić tutaj pewien znak wątpliwości. Z reguły ściągamy z sieci to, na co po prostu nie chce nam się iść do kina - większość ludzi do kina chodziłaby równie często, gdyby nie miała dostępu do pirackich filmów. Oczywiście, ściągamy też to, czego w żaden inny sposób zobaczyć nie możemy - z ostatnich sytuacji, gdzie indziej obejrzałbym np znakomitą trylogię duńskich filmów "Pusher"? Ale o tym, oczywiście, tak oczywistym fakcie nie chce mi się pisać. Jestem prawie pewien, że funkcjonowanie kinematografii światowej, jak i rynku DVD pozostaje bez większego wpływu na krążenie pirackich kopii - w takim USA ludzie kupują filmy na DVD hurtowo, bo to dla nich żaden wydatek, w Polsce filmy na DVD kolekcjonują ludzie, którzy kochają kino, są gadżeciarzami, ergo te filmy tak czy siak by kupili. Poza tym, ściągnięcie filmu z sieci jest takim samym grzechem, jak pożyczenie od kogoś legalnego DVD. I tak czy siak, film byśmy obejrzeli, a nikt nie zobaczyłby  z tego złamanego centa. Tak naprawdę, ściągając z internetu filmy pozostające w oficjalnej dystrybucji, najbardziej uderzamy w wypożyczalnie DVD. To one na tym tracą - pamiętajcie, że wypożyczalnia nie odprowadza żadnego procentu od filmu dla dystrybutora, tylko po prostu kupuje od niego film po "cenie dla wypożyczalni" ( jest to cena kilkakrotnie wyższa niż detaliczna ), po czym wypożyczając ten film musi go spłacić, i dalej, postarać się na tym zarobić. Z tym, że jest to bardziej pozbawianie kogoś potencjalnego zarobku niż rzeczywiste "okradanie" - tym drugim byłoby po prostu wejście, dajmy na to, do wypożyczalni "Płytka" w Augustowie i zakoszenie kopii "Samotności w sieci". Jeśli czujecie się z tym źle, odwiedzajcie częściej wasze wypożyczalnie - chociaż wiadomo, że wszystkiego nie mają napewno. Ja swoją drogą robię to często, gdy chcę obejrzeć filmy starsze niż 10 lat, których w sieci po prostu nie chce mi się szukać.

Niestety, nie wszyscy rozumieją te prawdy. W wyjątkowo brzydkim tonie dla-niektórych-guru polskiej wiedzy o popkulturze, autor najbardziej irytującego językowo bloga w polskiej sieci, mistrz żenujących anglizmów Wojciech Orliński pisze, że "strasznie cieszy się z przymknięcia autorów serwisu Napisy.Org". Co więcej, w komentarzach do notki strasznie gęsto się tłumaczy, że jest prawdopodobieństwo, że sam by skorzystał, ale tego niby nie robi, no ale generalnie bardzo się cieszy, no i prawo autorskie egzekowowane musi być itd, itp. Jako osoba rzetelnie myśląca powinnien napisać, że ta akcja była kompletną kompromitacją, zabraniem się do tematu piractwa od dupy strony i bardzo łatwo można przyłożyć ją do walki z polską narkomanią, w której psiarnia nabija sobie statystki zamykając na sankcje studentów z połówkami w kieszeni. Ale nie, władca dusz z Wyborczej oprócz udowadniania, że zna na pamięć listę płac z Millenium musi się chwalić, że ma wszystko legalnie i że ma podkupiony abonament w iTunes. Abstrahując od tego, że sam jest kawałem korsarza, rzęsiście podklejając na swoim blogu YouTube`y z nowymi zajebistymi remiksami Pink Floyd, autor znakomitej swoją drogą książki o Lemie kreuje się na jedynego czystego moralnie w krainie wszechogarniającego łże-piractwa. Zastanawiam się tylko, jak Wojciech Orliński obejrzał sobie, dajmy na to, trzeci sezon "Lost". Czy guru popkultury i najważniejsza osoba w Polsce pisząca o serialach telewizyjnych cierpliwie czeka, aż za dwa lata ten będzie można sobie ściągnąć na DVD przez Amazon? Czy Michnik wykupił mu abonament na "pay-per-view" na stronie ABC? Oj, takie komentarze są bardzo nie na miejscu, szczególnie spod klawiatury kogoś, kto kreuje się na lewicowego wolnościowca i piewcę wolnego przekazu informacji. Prawa autorskie prawami autorskimi, trzeba pamiętać, że internetowe prawo autorskie w Polsce nadal pozostaje ( z tego co wiem ) w ogóle nie zpisane, i sieć działa na paragrafach z kodeksów prawa prasowego itd. Rozumiem, że WO napisów nie potrzebuje - po jego notkach wnoszę, że język Szekspira zna perfekt. Jednak zamknięcie napisy.org nie zlikwiduje ani problemu piractwa, ani nielegalnych kopii, ani nie podreperuje budżetu polskich dystrybutorów. 'Spiderman 3' i tak zarobi swoje, fani niektórych reżyserów i tak będą chcieli swoje obejrzeć, a polska kinematograficzna sitwa niech lepiej produkuje filmy, które ludzie będą chcieli oglądać w kinach i wypożyczać, a nie aresztuje Bogu ducha winnych wolontariuszy. Amen.
Name:

Komentarze:

29.05.2007, 15:53 :: 64.34.204.136
circus
nieidzdopracy ma ma racje tylko nie duza ilosc filmow w sieci jest nagrywana w sali kinowej.Jednym slowem tak czy siak kazdy kazdego rucha w dupsztala az miło zeby troche zarobic ofc.A na marginesie to slyszales kiedys z napi projekt co ?

27.05.2007, 08:37 :: 89.228.219.209
nieidzdopracy>guash
miernikiem popularności jest ilość hitów w google oraz [w przypadku muyzków, na przykład] ilość plików w sieciach p2p, to jest oczywiste przecież

co do tych filmów jeszcze, to co zaciągnę coś z netu [z reguły na nowych produkcjach tak jest], to na filmie śmiga od czasu do czasu napis, że kopia jest przedpremierowa, powiedzmy i, w wolnym tłumaczeniu 'do użytku wewnętrznego', więc może być tak, że pracownicy wytwórni nie zapinają tego całego systemu od tyłu wypuszczając nielegale do sieci

25.05.2007, 13:24 :: 217.113.225.18
Panikkk
Gdyby Pan Gutek był łaskaw zerknąc w liste top 10 ściaganych z netu filmów zapewne dostrzegłby brak na niej dystrybuowanych przezeń produkcji szumnie nazywanych kinem ambitnym, czyli przydługich i nudnawych :-)

23.05.2007, 21:37 :: 89.19.65.42
guash
Nie wiem, w jaki sposób przeskakujesz do konkluzji, że to, co można znaleźć na e-mule w formacie pdf dobrze się sprzedaje. Nie rozumiem też, dlaczego uważasz, że osoba, która łamie prawo i ma z tego korzyści majątkowe jest lepsza od takiej, która łamie prawo, bo po prostu to lubi.

23.05.2007, 16:53 :: 83.175.191.125
jakubzulczyk
guash : gdyby ktoś wrzucił do internetu moją książkę w pdf, dajmy na to, na e-mule, pewnie bym się ucieszył, bo to by oznaczało że książka się dobrze sprzedaje i jest na nią jakieś zapotrzebowanie. gdyby ktoś ją nielegalnie przetłumaczył i rozprowadzał w sieci i nie czerpał z tego jakichś korzyści majątkowych - tzn zrobił to na własną rękę, pewnie nie chciałoby mi się go namierzać i wyciągać konsekwencji. ale gdyby zrobiło to wydawnictwo, i sprawa dotyczyłaby formy książkowej, sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. autorzy napisów i ripujący divxy nie pobierają żadnych korzyści majątkowych za to.

archę lupę : dziekuje za uznanie ze strony fachowca, jakby ci sie chcialo to rozwin swoja wypowiedz na maila, mnie kwestia praw autorskich w sieci jak zywo interesuje

ladacznica : z jednej strony masz racje, gownazeria cieszy sie ze oglada w diviksie, ale z drugiej strony tez ta gownazeria do kina w ramach chociazby wekendowej rozrywki chodzi. zubazanie zubazaniem, na niektore filmy jakos ludzie wala tlumnie do kin i to sa automatycznie filmy ktore najlatwiej w sieci mozna namierzyc. nie widze tutaj jakiegos wielkiego kryzysu - mimo ze borat byl juz od dawna w sieci, ja na pokazie przedpremierowym, ktory odbywal sie w najwiekszej sali multipleksu musialem siedziec na podlodze. ja zal gutka rozumiem, no ale on w ostatecznym rozrachunku jest chyba najmniej okradanym dystrybutorem, on celuje w naprawde wiernych kinomanow. moze to uproszczenie, ale na jego filmy chadzaja raczej ludzie ktorzy do kina chodza szukajac sublimacji i artystycznych wrazen. i chodza do niego czesto. no i jemu zdarza sie tez zarobic mnostwo pieniedzy raz na jakis czas, ostatnio na 'pachnidle'. jasne, ze na cos, co sie juz na plycie widzialo, do kina sie nie pojdzie, ale mi chodzilo o cos takiego - chodze do kina srednio trzy, cztery razy w miesiacu, do tego ogladam rzeczy w diviksach. pozbawienie mnie tychze nie zwiekszyloby ani rowniez nie zmniejszylo czestotliwosci z jaka do kina chodze. i wydaje mi sie ze wiele osob ma tak rowniez

23.05.2007, 14:16 :: 83.7.144.223
ladacznica
"Z reguły ściągamy z sieci to, na co po prostu nie chce nam się iść do kina - większość ludzi do kina chodziłaby równie często, gdyby nie miała dostępu do pirackich filmów(...)"
pierdolicie, Hipolicie!
ogromna (doprawdy przerazajaca) wiekszosc mlodziezy (o dzieciakach w wieku gimnazjalnym) majac opcje obejrzenia przed (polska) premiera nowosc na divx chocby w gownianej jakosci zrobi to, i ani jej przez mysl nie przejdzie ze w ten sposob zubaza caly przemysl zwany kinem - raczej bedzie sie cieszyc ze zaoszczedzila te parenascie zlotych, dlatego w pelni rozumiem zal Gutka.
Fakt faktem, ze divx jest kopalnia wspanialych rodzynkow ktorych normalnymi kanalami w zyciu by czlowiek nie dorwal, jednak "zdrowe" podejscie do sciagania filmow pirackich ma, smiem przypuszczac, pomijalny statystycznie margines sciagajacych. Na palcach jednej reki jestem w stanie zliczyc znajomych ktorzy poszliby do kina na cos co juz widzieli na kompie. Smutne lecz tak to prosto dziala

23.05.2007, 02:54 :: 62.179.20.209
archę lupę
Panie Żylczyq.
Panu przyklasnąć nie przyklasnę, bo temat znam za dobrze. Ale nawet ładnie Pan argumentujesz jak na zioma, co liznął temata lekko. W zasadzie Pan masz rację - internet w Polszcze "podpada" pod ustawę o prawie prasowym, ale nie we wszyskich kwestiach. W większości podstawowych dla nas tak - takich jak publikacja itd. Ale to jeno takie pijackie uzupełnienie (thnx go0d for firefox grammar plugin!). Wojciech Orliński będzie kiedyś przyjmował ananasa w kakało z rąk samego Adolfa, normalnie nie ma przebacz...
A zwrócić jeno uwagę chciałem na to, że mamy i tak o nieba lepiej niż w usa czy innej regulowanej law regulaxem kloace. Instalujcie ludu "PeerGuardiana" i srajcie na kopirajty (powiedział mamy nadzieję przyszły prawnik, magistrant w tym temacie). Aje! zdrowie Żylczyke

22.05.2007, 23:07 :: 89.19.65.24
guash
A gdyby tak ktoś wpadł na pomysł, by skopiować Twoją książkę i rozdawać ją wszystkim za darmo, to byś nie uważał, że ktoś przywłaszczył sobie Twoją intelektualną własność? Gdyby komuś wpadł do głowy pomysł przetłumaczenia jej bez Twojej zgody i dysponowania nią według swojej woli, to nie uważałbyś, że Twoje prawa zostały w jakiś sposób złamane? Co na to Twój Wydawca?

22.05.2007, 17:49 :: 217.113.225.18
Panikkk
Zapytała mnie Mama, o co chodzi z tymi napisami i dlaczego aresztowano "tłumaczy". Gęba już mi się otwierała by udzielić korepetycji rodzicielce zagubionej w nowinkach XXI w., gdy nagle doznałem nieprzyjemnego olśnienia, że nie znam odpowiedzi. Podczas gdy oryginalna lista dialogowa jest integralną częścią czyjejś własności, tak o jej spolszczeniu, najczęściej luźnym i nieudolnym myśleć tak nie potrafię.

22.05.2007, 14:59 :: 83.21.35.28
czarna-offca
Nic dodać, nic ująć.

21.05.2007, 18:49 :: 83.31.242.160
Hadi
alleluja!