Każdy miał własną majówkę, dla mnie jeśli oznaczała cokolwiek, to powrót do oglądania seriali telewizyjnych. Podobno Jacek Dukaj powiedział, że ciężar epiki przenosi się na amerykańską telewizję, i coś jest na rzeczy - w kinach masz farfocle i niedomówienia, a wystarczy dociągnąć do końca drugi sezon "Prison Break" by pooglądać sobie odkupienie, oczyszczenie, miłość i nienawiść, zdradę i braterstwo itd. Zdaję sobie sprawę, że wszyscy są wkurwieni rozsupłaniem wątków, ja odpowiadam : spróbujcie to wymyśleć, do tego perspektywa trzeciego sezonu w którym  Scofield będzie uciekał z panamskiego pierdla mocno podnieca mojego wewnętrznego pożeracza fabuł. Żałuję tylko, że nie zabili jeszcze Bellecka. Do tego w końcu nadążyłem i obejrzałem Lost Room, kolega Orbitowski miał rację rozpływając się nad scenariuszem. Ale scenariusz jak scenariusz. Liczy się pomysł, który tutaj jest wart miliony dolarów, takich historii nie wymyśla się codziennie - gdzieś tam jest wszystko, nostalgia za starymi dobrymi czasami w których nie było internetu, komórek i GPS`u, wszystkie podniecające za młodu bajki o magicznych gadżetach, które wszyscy chcieliśmy mieć ( pilot zatrzymujący czas, czapka niewidka itd. - kto z nas tego nie chciał ), można się jeszcze pobawić w pana Proppa i wysuwać analogie do "Kwiatu Paproci" itd, itd - mózg się topi, a to tylko pięć godzin. Właśnie - trzy odcinki po półtoragodziny, a gdy zobaczycie to spłynie na was, że przecież odcinków mogłoby równie dobrze być sto. Bo "Lost Room" to fabularny mechanizm a la 100 Naboi, ilość historii które system może wygenerować jest tak naprawdę nieskończona i sam z chęcią popełniłbym scenariusz np do komiksu - tribute`u, gdyby ktoś kiedyś za granicą taką antologię chciał stworzyć.
Majówka przyczyniła się też do lektur, z obowiązku muszę napisać o Tracę Ciepło Łukasza, bo zapowiadałem taką atrakcję - no i jest tyle samo frajdy co rozczarowania, mniej więcej fifty / fifty, po czasie najbardziej podoba mi się druga część; pierwsza za bardzo ( chociaż wyśmienicie ) skupia się na realiach i tzw świecie przedstawionym, trzecia natomiast za wesoło tapla się w błotku psychostylu i biblijno-sennych faz,  z których niewiele dla czytelnika wynika. No i samo zakończenie mocno z dupy, Łukasz, sorry. Ale jest też za co chwalić - Orbitowski spełnia podstawowy postulat modern horroru, psuje to, co za oknem, świetnie wyłapuje polskie realia, pisze bardzo żywo, mądrze i  pstryczki warsztatowe ma ładnie obcykane - zaiste mógłby wykładać na polskich odpowiednikach kursów creative writing. I proszę to odebrać jako komplement.
Ufff, poza tym widzę po komentarzach że mam prawo czuć się śledzony, proszę się tak ze mną nie bawić w Wielkiego Brata bo tak naprawdę mam słabą psychikę i mi wystarczy już że się rozglądam za tzw. grupami od czasu do czasu. Poza tym książka stoi, rusza i znów hamuje, ale pod choinkę będzie, tak jak obiecałem, zwłaszcza że już chce mi się pisać trzecią. Piszę kontrolnie. Stay tuned.

Name:

Komentarze:

09.05.2007, 14:53 :: 83.21.68.116
czarna-offca
W trakcie pierwszej, dochodziłam do końca, ale przerwać musiałam, bo inne sprawy wypadły, ważniejsze, co nie oznacza przyjemniejsze.
Kilka byków znalazłam, ale ja wybaczam wszystko; nie potrafię panować nad tą chorobą, której nazwy nie znam, w każdym razie przesadnie aż, po prostu nie panując nad tym wszystkim wytykam błędy. No, pozdrawiam. Pisz drugą i trzecią, bo dobrze się czyta. :-)

07.05.2007, 20:12 :: 89.19.81.152
derrick
Chyba miało być "upośledzony"?

07.05.2007, 13:53 :: 83.10.149.243
lilka
jak juz tak o sledzeniu wspomniales, to zdaje sie, ze w piatek jakies osoby do bunkra prowadziles ;)

07.05.2007, 11:01 :: 87.206.96.4
grygrys
"poza tym widzę w komentarzach że czuję się śledzony" - "nie rozumie" jak mawia moja Mama