Link 03.01.2007 :: 14:12 Komentuj (14)

1) Nawet nie miałem za bardzo kaca, w sumie spałem do 17, tylko rano na dworcu głównym był dźwięk, desintegration loops zza rakotwórczej ściany - miałem gorączkę, byłem pijany, byłem zjarany no i to wszystko zlało się w jakąś jedną, nową jakość. Przeczucie końca świata. Jaki nowy rok, taki cały rok - nadal mam podwyższoną temperaturę ciała i ciągi w głowie przebiegają trochę inaczej, lecą po bandach. Jak wszyscy, zaczynam nowy rok z bałaganem na strachu i zmęczony kalendarzem. To chyba koniec historii i nie będzie już żadnego Nowego Roku.

2) Chyba trzeba nakreślić jakieś plany na 2007 rok, więc chciałbym aby ukazała się moja druga książka. Jeśli sen się spełni, to ukaże się bez wątpienia bliżej następnej zimy niż tej obecnej, podrabianej. Bez ciśnień, powoli, niechętnie i z doskoku. Mam napisane jakieś dwieście tysięcy znaków, ale to dopiero początek, początek, początek. Może z biegiem czasu pojawią się jakieś fragmenty. Więc : tytuł "Radio Armageddon". Planowana data wydania : jesień 2007. Tematyka : koniec świata. I nie będzie nic o pedofilii ani o grach video.

3) Chyba trzeba podsumować jakoś rok 2006 - więc jest ok, opublikowałem dużo artykułów prasowych, dałem się wmanewrować w publiczną debatę o niczym, napisałem artykuł do Wyborczej który mało kto tak naprawdę zrozumiał i świeciłem czapką Toy Machine w TVN. Wydałem książkę, którą ktoś tam przeczytał i komuś tam się spodobała; nastąpiło pierwsze zderzenie z materią. Byłem w redakcji Playboya i Marcin Meller pokazywał mi na laptopie dupy z niewydanych jeszcze numerów. Byłem na festiwalu Disco Polo w Ostródzie. Dobry ziomek ożenił się i został ojcem. Paru innych się ustabilizowało. Paru innych pozamiatało do końca. To był dobry i wesoły rok.

4) Dziękuję panu Tomaszowi Piątkowi za Piątkę i wszystkiego dobrego w nowym roku.

5) Wszystkiego dobrego w Nowym Roku wam wszystkim.





{blogfrog}
Link 08.01.2007 :: 19:38 Komentuj (27)

No, nowy rok zaczyna się świetnie, straciłem jedno ze źródeł dochodu czyli Metropol, plus nie wyszła opcja pracy i przeprowadzki do Warszawy, wychodzi na to że niedługo zacznie się szamanie regałów na chacie. No i odcięli dostawy ropy do Polski. Nic to nie daj się nie łam się Kuba nie daj się. To znaczy to macie właśnie pisać w komentarzach.

{blogfrog}
Link 12.01.2007 :: 03:39 Komentuj (3)

Robert Anton Wilson RIP ( 1932- 2007 )



Robert Anton Wilson był jednym z najbardziej lotnych umysłów, jakie przydarzyły się XX wiekowi i rasie ludzkiej w ogóle. Wywodził się z kontrkulturowego fermentu lat sześćdziesiątych, ale daleko przekroczył rozmieniony dziś na puste obrazki dorobek tamtej epoki. W ciągu swojego długiego i aktywnego życia zdemaskował głupotę stojącą za wszystkimi religiami i przekonaniami, stworzył swoją własną religię ( która wydaje się być najbardziej rozsądną ze wszystkich ),  nawiązał kontakt z istotami z Syriusza, przewidział koniec świata, rozpętał jedną z największych literackich awantur swoją genialną powieścią, stworzył podstawy nowoczesnej magii chaosu, korespondował, działał i tworzył z najbardziej wyzwolonymi umysłami naszej epoki. Do końca życia zachował ostrość umysłu i wspaniałe, niepohamowane poczucie humoru. To dużo, jak na jedno życie. Bob umierał podobno spokojnie, chociaż w nędzy - serwis BoingBoing.net musiał zorganizować zbiórkę aby pisarz, psychonauta, psycholog i znawca teorii spiskowych w jednym miał za co żyć.
Przed śmiercią założył bloga.
Wynika z niego, że ostatnią książką jaką przeczytał, było "Hannibal Rising" Thomasa Harrisa.
Na blogu napisał : "przepraszam za moją frywolność, ale nie mogę brać śmierci na poważnie. To jakiś absurd".
I przytoczył taką oto przypowiastkę :
"Wavy Gravy zapytał swego czasu Mistrza Zen Roshi :
- Mistrzu, co się dzieje po śmierci?
- Nie wiem - odpowiedział mistrz.
- Ale przecież jesteś mistrzem zen!
- No tak, ale nie jestem martwym mistrzem zen".


{blogfrog}
Link 14.01.2007 :: 12:42 Komentuj (10)

W tych smutnych jak polskie dworce  dniach, gdy piosenki rzadko sprawiają jakąkolwiek radość, nowe Bloc Party jest jeszcze lepsze od starego. Wszystkim cwaniakom, którzy twierdzą, że Bloc Party brzmi jak Lady Pank ( Anka to do ciebie ), przypominam, że po pierwsze pierwsza płyta Lady Pank to płyta na której jest dziesięć sprawnych zerżniętych z The Police przebojów którym trudno cokolwiek zarzucić poza tym że często występują w repertuarze najebanych debili na licealno-studenckich imprezach, a po drugie, jakby jakiś zespół grał w Polsce tak jak Bloc Party oznaczało by to, że nieświadomie ktoś wywiózł nas za pracą, tak jak w tym kawale, że jeśli budzisz się w poniedziałek i nie masz kaca oznacza to że jest środa.

Jeffrey Eugenides jest obecnie pisarzem numer jeden, a "Middlesex" pali oczy od czytania, polecam szczerze wszystkim. Wielka powieść z definicji, tona reflektorów i iskra Boża w środku.

Dziękuję za wszystkie piękne słowa wsparcia, u mnie wszystko w porządku, ściągnąłem całe Twin Peaks i przypominam sobie piękną wczesną młodość, gdy leciało na Polsacie ( bo gdy poszło po raz pierwszy na jedynce miałem lat osiem i według moich rodziców niezbyt wyrobiony umysł jeszcze ). W atawistycznym odruchu wykonałem kilka nerwowych telefonów, podklepałem sobie parę dużych artykułów i chyba będzie ok. Zresztą będę informował, bo na horyzoncie rysuje się coś dobrego. Nawet mój wydawca tyle nie narzeka, co jednak świadczy o tym, że w powietrzu muszą fruwać jakieś pozytywne priony - jeśli ktoś zna go osobiście, wie o czym piszę.


{blogfrog}
Link 22.01.2007 :: 18:10 Komentuj (2)

Media lansują ostatnio zaszczytną i bardzo piękną tezę o byciu "dziennikarzem obywatelskim"; ja też jakby podpasowuję się pod tę definicję, wydaje mi się, że dziennikarzem obywatelskim jest każdy, kto prowadzi bloga, wrzuca do niego jakiś komentarz do otaczającej nas rzeczywistości, wrzuca na YouTube dramatyczną historię o złamanej nodze swojego psa albo ostatniej sesji w Warhammera. Mówiąc inaczej, z czystej nieprzymuszonej woli, szlachetnych pobudek i braku lepszego zajęcia tzw. dziennikarze obywatelscy za zupełną darmochę kreują informacyjne przeciążenie. Oczywiście, gęsto pisząc w sieci mniej lub bardziej sensowne rzeczy i sprzedając artykuły i recenzje do różnych magazynów również dokładam swoją działkę do otaczającego nas chaosu. "Dziennikarz obywatelski" to jednak nie ja. Ja jestem nieobywatelski. Ja z reguły biorę za moją pracę jakiś tam kwit, plus pisząc swoje teksty nie czuję, abym przysługiwał się jakiejś większej, lepszej sprawie. Raczej wypluwam swoje absolutnie zsubiektywizowane opinie - staram się, aby były miłe w czytaniu, ale nie aspiruję nimi do tworzenia jakiejś nowej przestrzeni komunikacyjnej ani odkrycia jakichś przerażających faktów. OK, robię sobie z was jaja - ale z drugiej strony cóż, nie jestem reporterem śledczym. Powiem więcej - dobrze mi z moją nieobywatelskością. Nie chciałbym być wrzucony do jednego wora z ludźmi, którzy śmiertelnie poważnie wrzucają na Newsvine informacje o tym, jakoby w Iranie koło pola naftowego rozbił się statek UFO. Cały ten pic z "dziennikarstwem obywatelskim" kręci się wokół i tak sterowanych przez wielkie koncerny medialne platform, które dają iluzję wprowadzenia zupełnie wolnego obiegu informacji, a często i tak kończy się smutno - rzeczywiście ważne rzeczy toną w zalewie bezużytecznego chłamu. Fakt anonimowego wpisania się w przelew danych, które i tak niewiele osób traktuje poważnie, nie jest ani czymś pożytecznym, ani aktem dywersji. Mam awersję to tzw. "indymedia", kanałów w stylu Newsvine - jak to powiedział Richard Metzger, "żyjemy w czasach w których istnieje nieogarniczona wolność słowa, ale najbardziej dywersyjna rzecz jaką możesz zrobić to stać się w miarę popularnym i dopchać się do głównych kanałów informacji". Nie ufaj blogerom. Poza Jakubem Żulczykiem. Ha ha ha.

Z drugiej strony, powyższe słowa mogą ukrzywdzić wiele osób, które rzeczywiście za darmo robią lwią robotę, tworząc osobne strony i portale na tematy odpowiednio ważkie dla dzisiejszych czasów, które są pomijane albo przedstawiane w zupełnie zły sposób w głównonurtowych mediach. Ale powtarzam, nie dajmy się zwariować - nie każdy lżący naszych miłościwie panujących bliźniaków bloger - studenciak może być brany pod uwagę jako "kreator opinii publicznej". Im więcej kanałów, tym więcej hałasu. Więc, pisząc tę notkę w odniesieniu do ogłoszonego niedawno konkursu,, sam przyznaję moją prywatną nagrodę Dziennikarstwa Obywatelskiego 2006 dla piszącego o bardzo ważnym, powiedziałbym, strategicznym problemie współczesności serwisu Oil Peak. Tylko po co oni mają startować w tym konkursie - ci ludzie nie potrzebują laptopa. Oni potrzebują dobrze zabunkrowanej tajnej bazy z generującymi prąd wiatrakami, urządzeniami do spalania biomasy, nasłuchem satelitarnym, własnym serwerem, kolektorami prądu i wewnętrzną cyrkulacją pitnej wody. Tak na wszelki wypadek. Gdyby miało zrobić się wokół naprawdę nieciekawie.

P.S. Pardon, kolejny mój kandydat do nagrody tutaj.

{blogfrog}
Link 25.01.2007 :: 03:15 Komentuj (13)




Children Of Men to najsilniejszy film, jaki widziałem od bardzo dawna. Nie wiem, kogo zacytuję mówiąc, że naprawdę dobry twórca nie opowiada ci historii, która odbija się i komentuje teraźniejsze wydarzenia; naprawdę dobry twórca poszerza ci zasięg lornetki, pokazując rzeczy które do tej pory były dla ciebie niewidoczne. Bez filozofowania, to wspaniały film. To wizualny majstersztyk z kilkuminutowym mastershotem, w którym nikt nie kwapi się aby - dosłownie - nie wyczyścić kamery z krwi. To film, który pokazuje, że nie ma żadnych łatwych rozwiązań, dobrych i złych stron barykady, że chcący zmieniać zastany konsensus rebelianci są tak samo groźni, durni i i opresyjni jak pilnujący tegoż konsensusu faceci z odznakami. Traktat - to wcale nie za duże słowo - o  moralnej względności, o tym, że utopia w której wszyscy szanujemy życie ludzkie jest niemożliwa - bo tak naprawdę będziemy jedynie chronić jedynie własne kadłuby. Ale z drugiej strony słychać tu też gdzieś głęboki, pierwotny głos, mówiący o tym, że wszyscy gdzieś tam jesteśmy tak naprawdę połączeni. To koniec świata skąpany w odpryskach - detale są gdzieś w tle, jak to, że "antydepresanty są racjonowane przez rząd, wszędzie można kupić zestawy dla samobójców, ale marihuana jest wciąż nielegalna". Ale też odprysków kulturowych - bo komu potrzebne są książki czy obrazy 50 lat przed końcem ludzkości - ocalała Guernica jako tło dla obiadu, okładka Pink Floyd za oknem, utwór King Crimson w najmniej oczekiwanej scenie - tak, jakby nakręcił go jakiś zramolały hipis z lat sześćdziesiątych, ale hipis o elektrycznie poszerzonej świadomości, czytający Ballarda, Burgessa i Orwella i mający do dyspozycji najbardziej zaawansowany filmowy hi-tech. Żulczyk Records poleca. Przygotujcie chusteczki.

{blogfrog}

Jakub Żulczyk ( 1983 ) pisarz, autor powieści "Instytut", "Zrób mi jakąś krzywdę" i "Radio Armageddon". Niezależny publicysta, recenzent, felietonista, bloger. Konsument śmieci. Wzorowy odbiorca kultury masowej. Publikował w m.in. "Playboyu", "Aktiviście", "Metropolu", "Machinie", "Lampie", "Ha! Arcie", "Nowej Fantastyce" i "Tygodniku Powszechym". Był felietonistą "Metropolu", "Neo Plus" i "Dziennika". Obecnie pisze felietony do Exklusiva i prowadzi autorską rubrykę "Tydzień Kultury Polskiej" w tygodniku "Wprost". Jego ostatnia książka to "Zmorojewo", wydana w Naszej Księgarni powieść młodzieżowo-fantastyczna.


Kup "Radio Armageddon"

Kup "Zrób mi jakąś krzywdę"

Archiwum

2017
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik



chcesz mi coś powiedzieć - superdomestos@o2.pl


Linki


DEFIBRYLATOR
trzeszczy trzeszcz
the new adventures of uncanny pani hania
PRZEDSZKOLE DWUJĘZYCZNE KALEIDOSCOPE
last efem
medium
b.ciszewski
lampa
mazurski skun
kapela
oi oi oi horror show baw sie dobrze albo gin
dudzik - ilustruje moje fele
łukasz macheta
culture of anger
sledziu
fanka rejwu
straszna choroba
korporacja
aorta
panikkk
pan pejote - portfolio
i can teach you how to cook that crack / te narkotyki sa nieprawdziwe
wlosy cycki krzyze
d
patrol
shame on you
marcelego kulturowa kompulsja
mąż moniki powalisz
żona kamila antosiewicza

powered by Ownlog.com