Z ostatniej chwili - jutro, 27.03, w warszawskiej księgarni Tarabuk rozmawiam z Łukaszem Orbitowskim o jego nowej książce "Widma", kotach, piciu, życiu i jego nowym życiu w Kopenhadze. Zapraszam serdecznie!
Nie życzyłem Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku, więc szybko nadrabiam tę zaległość. Wszystkiego najlepszego w 2012 roku - wszystko wskazuje na to, że będzie to rok wrażeń, płaczu i czerwonych nagłówków na Gazeta.pl. Od razu chciałem Wszystkich poinformować - na 99,9% nie wydam w 2012 roku żadnej książki. Czuję w kościach, że następne 12 miesięcy będzie tak obfite we wszelakie atrakcje, że zawracanie ludziom głowy moją pisaniną byłoby aktem wielkiego zadufania w sobie. Nie wiadomo, czy będą to atrakcje równie spore jak te, które były udziałem naszych dziadków i rodziców - dajmy na to, kryzys kubański albo stan wojenny - ale czy rok, który zaczął się od militarnych ruchawek wokół cieśniny Ormuz może być nudny? Proszę Was. Żyjemy w Ciekawych czasach, ale aby ta ciekawość nie dotknęła Nas wszystkich bezpośrednio - tego życzę Wam w 2012 roku. OK, nie wydam również książki dlatego, że nie przez ostatnie półtora roku wydałem ich sztuk trzy, i wydaje mi się, że nastąpił ów zawsze trudno zauważalny moment w którym podaż zaczęła przewyższać popyt. Może nie w sensie nakładowym - "Instytut" i "Zmorojewo" - sprzedały się w miarę OK - ale nawet moich, podejrzewam, pięćdziesięciu wiernych fanów mogłoby w końcu poczytać coś fajniejszego. Tym bardziej, że niektórzy z moich serdecznych przyjaciół po piórze i wódce najprawdopodobniej wydadzą w tym roku nowe książki, i mogą być one bardzo dobre. Sam czekam na nie z niecierpliwością, tym bardziej że w nowym mieszkaniu mam wannę i z tego powodu poziom czytelnictwa w moim życiu chociaż trochę wróci do poziomu, który przystoi osobie piszącej. Nie oznacza to oczywiście, że w 2012 zamierzam marynować się w samozadowoleniu na kanapie. Roboty jest masa, zarówno bieżącego pisania do gazet, jak i większych projektów, o których nie ma na razie sensu pisać. Chciałbym jednak wierzyć, że skończę ten rok we względnym spokoju, wewnętrznym, lokalnym globalnym i ze zrealizowanymi planami. Ten rok skończyłem poprowadzeniem Sylwestra w TVP Kultura z Wojciechem Mannem oraz wnoszeniem kanapy na czwarte piętro wspomnianego już, nowo-wynajętego mieszkania, z tego co policzyłem, już 16-ego w moim krótkim acz burzliwym życiu. Oba te wydarzenia należały do gatunku jednocześnie satysfakcjonujących, humorystycznych i psychodelicznych. Tych nigdy dość. W każdym razie, był to dobry rok; rok, który uzmysłowił mi dość namacalnie pewien proces, który dział się już w moim życiu od paru lat. Cytując blog kolegi Orbitowskiego - ja również 10 lat temu byłem po prostu zjebem, a teraz jestem literatem, publicystą, i okazjonalnym jąkałą z telewizora. Niby niewiele, a na pewno mało szlachetnie, wbrew temu co może się niektórym wydawać, ale jedno w tej trwającej dziesięć lat przemianie jest pewne - awans ze zjeba na zawodowego dostawcę opinii i tekstów niesie ze sobą pewną odpowiedzialność, pewien obowiązek, pewien pakt zawiązany z ludźmi, którzy wykonują wysiłek posłuchania cię, poczytania i zwrócenia na Ciebie uwagi. Jeśli dane mi będzie wykonywać mój zawód przez następne 10 lat, nie zamierzam z tej odpowiedzialności rezygnować. Na przykład fakt, że jakaś anonimowa osoba, którą serdecznie pozdrawiam, założyła bloga na serwisie soup.io poświęconego wyłącznie cytatom z mojej prozy, nie jest dla mnie powodem do radosnego onanizmu, a raczej kolejną cegiełką w tym ciężkim plecaku. Ale tyle o mnie; życzę Wam, abyście nie tracili dobrego humoru, nie użalali się nad sobą i robili swoje. Abyście pracowali nad samodzielnością sądów i nie dawali się porwać w zbiorowe ruchawki. Aby w waszym życiu było dużo dobrych lektur, płyt, jedzenia, seksu i podróży. Nie zamierzam obiecywać, że będę pisał tu częściej. Wiecie, że w tej kwestii moje słowo jest warte tyle co obierki. Może przeprowadzę tego bloga gdzieś indziej. Może dorobię się własnej strony autorskiej, takiej z napisem ŻULCZYK estetyczną czcionką i zamyślonym zdjęciem; nie wiem, czy wchodzący tutaj by sobie tego życzyli. Wszystko jest do przemyślenia - obym w 2012 roku miał jeszcze czas i warunki ku temu, aby spokojnie pomyśleć. Wszystkiego dobrego. Stay tuned.
Zapraszam 14 grudnia do Bydgoszczy na spotkanie autorskie z moją skromną osobą. Sala Wystawowa WIMBP, godzina 18, Stary Rynek 24. Postaram się być dowcipny i mówić z sensem, obiecuję.
20 lat pod Lampą. W moim przypadku - sześć. Nie wydaję już książek u Dunina, ale pozostajemy w atmosferze koleżeństwa, szacunku, luźnej współpracy. Zawdzięczam mu praktycznie całą swoją drogę zawodową. Sześć lat temu uwierzył w moją pisaninę i opublikował opowiadanie "Gamecube girl", trzy kwartały później - moją pierwszą książkę. Nie mogłem lepiej trafić - nie ma w tym kraju drugiego tak uczciwego, tak bezkompromisowo oddanego literaturze faceta. Dzięki, Dunio - zawsze jęczysz, że wszystko będzie źle, ale chyba nie jest jeszcze aż tak strasznie. W każdym razie, jestem szczęśliwy, że po tych sześciu latach, w rocznicowej antologii Lampy może znaleźć się również mój kawałek - publikowane już w Lampie "Ślepnąc od świateł". Polecam serdecznie. Zachęcam do zakupu.
Zapraszam na Targi Książki w Krakowie w ten weekend, a konkretniej na niedzielę 6 listopada, o 13, na stoisko Naszej Księgarni, gdzie będę podpisywał "Świątynię" i "Zmorojewo". Będzie można również chwilę ze mną pogadać. Do zobaczenia.
1) Mój kuzyn Marcin, który uczy się w liceum w Nidzicy zrelacjonował mi właśnie, że na konkursie prezentacji ulubionych książek jakaś dziewczyna pokazała "Radio Armageddon" mówiąc o niej następujące zdanie : "To nie jest książka łatwa ani przyjemna, to jest książka uczciwa". No cóż, chyba to zdanie znajdzie się na okładce wznowienia. Tylko proszę nie pytać, kiedy ono się ukaże. To znaczy, ukaże się wraz z moją następną książką dla Znaku, ale tutaj zaczynają się schody, ponieważ po zarzuceniu czterech poprzednich pomysłów i poprzestaniu na piątym jestem dopiero na etapie pierwszego rozdziału. A swoją drogą, "Radio" z perspektywy czasu to moja teoretycznie najbardziej nieudana, a praktycznie najgorzej sprzedająca się książka. Ale z drugiej strony, mam jakieś ciche przeświadczenie, taki wewnętrzny szepcik, że jeśli napisałem cokolwiek, co ma szansę być czytane za 10 lat od dzisiaj, nawet przez kilkoro wtajemniczonych osób, to właśnie "Radio". Tak mi się wydaje, czasami.
2) Świątynia już w księgarniach. Zachęcam do zakupu i lektury. Zarówno jeśli ktoś czytał "Zmorojewo", jak i jeśli mu umknęło. Nie wiem czy będzie trzecia część przygód Tytusa Grójeckiego, ale lubię tego gnojka. Lubię go, i dlatego zgotowałem mu w "Świątyni" szereg nieprzyjemnych przygód. Bardzo nieprzyjemnych.
3) A w tym miejscu miała być bardzo długa notka, w której mieli przewijać się Canetti, Dostojewski, komiks Jimmy Corrigan i serial "The Wire". Ale następnym razem. Jak złapię oddech, bo ostatnio mam go mało. Stay tuned.
Zapraszam na Międzynarodowy Festiwal Opowiadania do Wrocławia. Będzie tam trochę punktów programu z moją skromną osobą. Po kolei : w środę i czwartek, 5 i 6 października będę prowadził mniej lub bardziej udolnie dwie prezentacje przed kinowymi seansami. Oba, i środowy i czwartkowy odbędą się w Dolnośląskim Centrum Filmowym, w sali Lalka. W środę mój monolog o Edgarze Kerecie poprzedzi projekcję filmu "Meduzy", nakręconego przez Kereta wspólnie z jego żoną Shirą Geffen. W czwartek natomiast będę się uzewnętrzniał o pisarzu McLavertym, co poprzedzi projekcję filmu "Cal" (na podstawie powieści McLavert`yego) oraz krótkiego metrażu "Bye-Child" (w reżyserii samego autora, na podstawie wiersza Seamusa Heaneya). To nie wszystko. W ten sam czwartek, o godzinie 20 będę się uzewnętrzniał na promocji antologii ORWO (w której miałem zaszczyt opublikować swoje opowiadanie "Góra Szarika") na Tajnych Kompletach w Przejściu na Garncarskiej 2. A w piątek, o 16, na sam deser, wezmę udział w dyskusji na temat relacji pomiędzy fikcją a biografią pisarską w dyskusji "Pisarz na granicy prawdy". W tym samym miejscu, Przejściu na Garncarskiej 2. Zapraszam z miłą chęcią wszystkich Państwa.
Druga część przygód Tytusa Grójeckiego już 12 października. Jest mroczniej, gęściej i duszniej. Bohaterowie są starsi, dojrzalsi i smutniejsi. Ich rodzice starsi i bardziej zmęczeni. Zło silniejsze, a świat coraz bliżej do ostatniego tchnienia. Niby powiastka fantastyczna, ale wychodzi na to, że jak w życiu, proszę państwa. Zapraszam do lektury, bo lubię obie te książki. I bardzo lubię główną złą bohaterkę "Świątyni". Tutaj fragment. Miłej lektury.
{blogfrog}
Jakub Żulczyk ( 1983 ) pisarz,
autor powieści "Instytut", "Zrób mi jakąś krzywdę" i "Radio Armageddon". Niezależny publicysta,
recenzent, felietonista, bloger. Konsument śmieci. Wzorowy odbiorca kultury masowej. Publikował w m.in. "Playboyu", "Aktiviście", "Metropolu", "Machinie", "Lampie", "Ha! Arcie", "Nowej Fantastyce" i "Tygodniku Powszechym". Był felietonistą "Metropolu", "Neo Plus" i "Dziennika". Obecnie pisze felietony do Exklusiva i prowadzi autorską rubrykę "Tydzień Kultury Polskiej" w tygodniku "Wprost". Jego ostatnia książka to "Zmorojewo", wydana w Naszej Księgarni powieść młodzieżowo-fantastyczna.